Ash spojrzał na mnie zdumiony i oczywiście z miejsca rozpoznał swoją zgubę, po czym jak w amoku rozejrzał się dookoła widząc, że rzeczywiście nie wziął ze sobą plecaka. Następnie ponownie skierował na mnie swój wzrok, ja zaś poczułam, jak jego spojrzenie przenika mnie na wylot, a nogi zaczynają się pode mną uginać.
Boże drogi, co ja sobie w ogóle wyobrażałam? Że on z miejsca rzuci mi się na szyję wołając: „Serena! Moja mała, Różowa Panienka! Aleś ty wyrosła! Co ty tutaj robisz?!”. Jeżeli tego oczekiwałam, to się przeliczyłam, gdyż chłopak, ledwie się upewnił, że rzeczywiście mam jego zgubę, zerknął na mnie i rzekł:
- Tak, rzeczywiście. To jest mój plecak. Zapomniałem o nim. Bardzo ci dziękuję.
To mówiąc uśmiechnął się do mnie delikatnie, a ja czułam, jak nogi jeszcze bardziej się pode mną uginają. Ten jego uśmiech… Był on tak oszałamiający, że jeszcze chwila i bym zemdlała pod jego wpływem, gdyby nie to, iż widząc, co się święci, podeszli do nas towarzysze Asha, bardzo tym wszystkim zainteresowani.
- O! Widzę, że wreszcie poznałeś swego wielkiego kibica - zaśmiał się radośnie chłopak w okularach.
- Kibica? - zdziwił się Ash.
- Tak. Ale my się już wcześniej poznaliśmy, prawda? - dodała wesoło siostrzyczka okularnika.
- Serio? - Ash wciąż nie wychodził ze zdumienia.
- Tak. Razem z nami obserwowała twoją bitwę w Sali - wyjaśnił brat dziewczynki.
- Właśnie! Mam na imię Bonnie! A to mój starszy brat!
- Jestem Clemont Meyer - przedstawił się blondyn w okularach.
- A to jest mój ukochany Dedenne! - pisnęła Bonnie Meyer, wskazując na swego pomarańczowego Pokemona, który właśnie wyszedł z torby, jaką dziewczynka miała na ramieniu i wskoczył swojej trenerce na głowę.
- Miło mi was poznać - powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
Musiałam przyznać, iż Ash ma naprawdę sympatycznych przyjaciół. Równie sympatycznych, co on sam.
- Coś takiego. Więc byłaś tam cały czas? Przepraszam, byłem tak zajęty bitwą, że cię nie zauważyłem - tłumaczył się nieco zawstydzony Ash.
- Nic się nie stało - odpowiedziałam.
- Mam na imię Ash - przedstawił mi się chłopak.
- Tak, pamiętam - odpowiedziałam mu radośnie - Mówili mi na Sali, gdy walczyłeś z tutejszą Liderką, Violą. Jesteś Ash Ketchum, znany trener z Alabastii w regionie Kanto.
Młodzieniec zarumienił się delikatnie na twarzy.
- Oj tam... Zaraz znany... A ty kim jesteś?
- Ja jestem Serena. Serena Evans... Słuchaj, pamiętasz może…
Nie zdążyłam jednak dokończyć mojego pytania, ponieważ z Centrum Pokemon odezwał się dzwonek oznaczający, iż Ash może odebrać już swoje stworki. Chłopak wraz ze swoimi przyjaciółmi natychmiast tam się udał. Pobiegłam za nimi ciekawa, jak też się czują Pikachu oraz Fletchling. W Centrum przywitała nas siostra Joy, uśmiechająca się radośnie niczym gwiazda telewizyjnych reklamówek przedstawiających pastę do zębów, po czym powiedziała:
- Dziękuję za cierpliwość. Twój Pikachu oraz twój Fletchling odzyskali pełnię sił i czują się świetnie.
Oba stworki radośnie zapiszczały na potwierdzenie tych słów, po czym skoczyły w objęcia swojego trenera. Musiały go one bardzo mocno kochać. Podobnie jak... Ekhem!
Ash podziękował siostrze Joy za pomoc okazaną jego Pokemonom, po czym przedstawił im mnie:
- Fletchling! Pikachu! To jest Serena! Tak się składa, że oglądała naszą dzisiejszą bitwę.
- Cześć, maluchy! Miło mi was poznać - powiedziałam im wesoło, po czym zwróciłam się do pielęgniarki z nurtującym mnie pytaniem - Siostro Joy! Jakim cudem udało ci się wrócić przede mną do Centrum Pokemonów z drogi numer 4 i nie minąć mnie?
- Czy na pewno tę siostrę Joy spotkałaś po drodze? - zaśmiał się Ash.
- Prawdopodobnie siostra Joy, którą spotkałaś na drodze numer 4, to moja kuzynka - odpowiedziała pielęgniarka.
- Kuzynka? - zdziwiłam się.
- Wiedziałem - odpowiedział Ash tonem znawcy.
Boże drogi, co ja sobie w ogóle wyobrażałam? Że on z miejsca rzuci mi się na szyję wołając: „Serena! Moja mała, Różowa Panienka! Aleś ty wyrosła! Co ty tutaj robisz?!”. Jeżeli tego oczekiwałam, to się przeliczyłam, gdyż chłopak, ledwie się upewnił, że rzeczywiście mam jego zgubę, zerknął na mnie i rzekł:
- Tak, rzeczywiście. To jest mój plecak. Zapomniałem o nim. Bardzo ci dziękuję.
To mówiąc uśmiechnął się do mnie delikatnie, a ja czułam, jak nogi jeszcze bardziej się pode mną uginają. Ten jego uśmiech… Był on tak oszałamiający, że jeszcze chwila i bym zemdlała pod jego wpływem, gdyby nie to, iż widząc, co się święci, podeszli do nas towarzysze Asha, bardzo tym wszystkim zainteresowani.
- O! Widzę, że wreszcie poznałeś swego wielkiego kibica - zaśmiał się radośnie chłopak w okularach.
- Kibica? - zdziwił się Ash.
- Tak. Ale my się już wcześniej poznaliśmy, prawda? - dodała wesoło siostrzyczka okularnika.
- Serio? - Ash wciąż nie wychodził ze zdumienia.
- Tak. Razem z nami obserwowała twoją bitwę w Sali - wyjaśnił brat dziewczynki.
- Właśnie! Mam na imię Bonnie! A to mój starszy brat!
- Jestem Clemont Meyer - przedstawił się blondyn w okularach.
- A to jest mój ukochany Dedenne! - pisnęła Bonnie Meyer, wskazując na swego pomarańczowego Pokemona, który właśnie wyszedł z torby, jaką dziewczynka miała na ramieniu i wskoczył swojej trenerce na głowę.
- Miło mi was poznać - powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
Musiałam przyznać, iż Ash ma naprawdę sympatycznych przyjaciół. Równie sympatycznych, co on sam.
- Coś takiego. Więc byłaś tam cały czas? Przepraszam, byłem tak zajęty bitwą, że cię nie zauważyłem - tłumaczył się nieco zawstydzony Ash.
- Nic się nie stało - odpowiedziałam.
- Mam na imię Ash - przedstawił mi się chłopak.
- Tak, pamiętam - odpowiedziałam mu radośnie - Mówili mi na Sali, gdy walczyłeś z tutejszą Liderką, Violą. Jesteś Ash Ketchum, znany trener z Alabastii w regionie Kanto.
Młodzieniec zarumienił się delikatnie na twarzy.
- Oj tam... Zaraz znany... A ty kim jesteś?
- Ja jestem Serena. Serena Evans... Słuchaj, pamiętasz może…
Nie zdążyłam jednak dokończyć mojego pytania, ponieważ z Centrum Pokemon odezwał się dzwonek oznaczający, iż Ash może odebrać już swoje stworki. Chłopak wraz ze swoimi przyjaciółmi natychmiast tam się udał. Pobiegłam za nimi ciekawa, jak też się czują Pikachu oraz Fletchling. W Centrum przywitała nas siostra Joy, uśmiechająca się radośnie niczym gwiazda telewizyjnych reklamówek przedstawiających pastę do zębów, po czym powiedziała:
- Dziękuję za cierpliwość. Twój Pikachu oraz twój Fletchling odzyskali pełnię sił i czują się świetnie.
Oba stworki radośnie zapiszczały na potwierdzenie tych słów, po czym skoczyły w objęcia swojego trenera. Musiały go one bardzo mocno kochać. Podobnie jak... Ekhem!
Ash podziękował siostrze Joy za pomoc okazaną jego Pokemonom, po czym przedstawił im mnie:
- Fletchling! Pikachu! To jest Serena! Tak się składa, że oglądała naszą dzisiejszą bitwę.
- Cześć, maluchy! Miło mi was poznać - powiedziałam im wesoło, po czym zwróciłam się do pielęgniarki z nurtującym mnie pytaniem - Siostro Joy! Jakim cudem udało ci się wrócić przede mną do Centrum Pokemonów z drogi numer 4 i nie minąć mnie?
- Czy na pewno tę siostrę Joy spotkałaś po drodze? - zaśmiał się Ash.
- Prawdopodobnie siostra Joy, którą spotkałaś na drodze numer 4, to moja kuzynka - odpowiedziała pielęgniarka.
- Kuzynka? - zdziwiłam się.
- Wiedziałem - odpowiedział Ash tonem znawcy.
Okazało się, że wszystkie siostry Joy są do siebie łudząco podobne. Na dowód obecna pielęgniarka pokazała nam pewną fotografią.
- Proszę, zobacz sama, kochanie. Oto zdjęcie mnie i moich kuzynek podczas warsztatów pielęgniarskich regionu Kalos - powiedziała Joy.
Zdecydowanie trudno było wśród nich poznać, która z tych pań na nim to nasza rozmówczyni. Rozpoznanie raczej było niemożliwe.
- O rety! A więc w Kalos jest tak samo, jak w innych regionach - zaśmiał się wesoło Ash.
- To niesamowite! - zawołałam.
Następnie spojrzałam na pielęgniarkę, pytając:
- A właśnie! Czy mogłabyś się zająć i moim Pokemonem?
Po tych słowach wypuściłam szybko z pokeballa swojego Pokemona, który bardzo wygodnie rozsiadł się przed pielęgniarką.
- O! Co to za Pokemon?! - zawołał zdumiony Ash - Nigdy takiego nie widziałem.
Chłopak szybko wyjął Pokedex, aby dowiedzieć się, z jakim stworkiem ma do czynienia.
- Fennekin! Pokemon lis! Fennekin potrafi dmuchać bardzo gorącym powietrzem o temperaturze do 400 stopni Fahrenheita. Lubi chrupać gałązki - wyrecytował Pokedex.
- To musi być ognisty Pokemon, prawda? - zapytał Ash.
- Jest taki słodki! - pisnęła mała Bonnie tonem pełnym zachwytu.
- Tak! Dostałam go niedawno od profesora Augustine’a Sycamore’a - pospieszyłam z wyjaśnieniami.
- Od profesora Sycamore’a? - zainteresował się Ash.
- Fennekin to jest jeden z trzech Pokemonów, który nowi trenerzy w regionie Kalos mają do wyboru - wyjaśnił Clemont przemądrzałym tonem - Domyślam się więc, że jesteś początkującą trenerką.
- Tak! Właśnie zaczynam swoją podróż - odpowiedziałam radosnym tonem.
- Z przyjemnością zajmę się twoim Fennekinem - rzekła siostra Joy - Proszę, zaczekaj tu chwilkę, a ja dokładnie go sobie zbadam.
- Dziękuję, siostro Joy - powiedziałam.
- Proszę, zobacz sama, kochanie. Oto zdjęcie mnie i moich kuzynek podczas warsztatów pielęgniarskich regionu Kalos - powiedziała Joy.
Zdecydowanie trudno było wśród nich poznać, która z tych pań na nim to nasza rozmówczyni. Rozpoznanie raczej było niemożliwe.
- O rety! A więc w Kalos jest tak samo, jak w innych regionach - zaśmiał się wesoło Ash.
- To niesamowite! - zawołałam.
Następnie spojrzałam na pielęgniarkę, pytając:
- A właśnie! Czy mogłabyś się zająć i moim Pokemonem?
Po tych słowach wypuściłam szybko z pokeballa swojego Pokemona, który bardzo wygodnie rozsiadł się przed pielęgniarką.
- O! Co to za Pokemon?! - zawołał zdumiony Ash - Nigdy takiego nie widziałem.
Chłopak szybko wyjął Pokedex, aby dowiedzieć się, z jakim stworkiem ma do czynienia.
- Fennekin! Pokemon lis! Fennekin potrafi dmuchać bardzo gorącym powietrzem o temperaturze do 400 stopni Fahrenheita. Lubi chrupać gałązki - wyrecytował Pokedex.
- To musi być ognisty Pokemon, prawda? - zapytał Ash.
- Jest taki słodki! - pisnęła mała Bonnie tonem pełnym zachwytu.
- Tak! Dostałam go niedawno od profesora Augustine’a Sycamore’a - pospieszyłam z wyjaśnieniami.
- Od profesora Sycamore’a? - zainteresował się Ash.
- Fennekin to jest jeden z trzech Pokemonów, który nowi trenerzy w regionie Kalos mają do wyboru - wyjaśnił Clemont przemądrzałym tonem - Domyślam się więc, że jesteś początkującą trenerką.
- Tak! Właśnie zaczynam swoją podróż - odpowiedziałam radosnym tonem.
- Z przyjemnością zajmę się twoim Fennekinem - rzekła siostra Joy - Proszę, zaczekaj tu chwilkę, a ja dokładnie go sobie zbadam.
- Dziękuję, siostro Joy - powiedziałam.
- Ash!
Wesołą rozmowę przerwało nam pojawienie się tej samej kobiety, która wraz z nami obserwowała pojedynek Asha z Violą.
- Alexa! - zawołał wesoło mój przyjaciel na jej widok.
- Widzę, że Pikachu i Fletchling są znowu w dobrej formie! - zawołała młoda kobieta - Niech no zgadnę. Zamierzasz pewnie od razu rozpocząć treningi, co?
- Oczywiście, że tak! Chcesz mi pomóc?! - zapytał wesoło Ash.
Gdyby mnie zapytano o zdanie, to zdecydowanie wolałabym, aby jej odpowiedź brzmiała „Nie”. Sama byłam gotowa pomóc Ashowi w treningu. Wiedziałam jednak, że jemu bardzo zależy na tym, aby trenować swoje Pokemony pod okiem zawodowca, natomiast ja niestety do takich się nie zaliczałam. Byłam zaledwie początkującą trenerką, zwykłym żółtodziobem. Ash potrzebował więc wsparcia Alexy bez względu na to, jak bardzo jej uroda dźgała mi w oczy, dlatego też w milczeniu udałam się na boisko, gdzie mój przyjaciel z dzieciństwa przewiązał już baloniki do Pikachu oraz Fletchlinga. Przy okazji dowiedziałam się od Bonnie, że Alexa jest dobrą znajomą Asha, a także starszą siostrą Violi i pokemonową dziennikarką. Nie wiedzieć czemu, poczułam w sercu ukłucie zazdrości, ledwie tylko ją ujrzałam. Ona była taka wysoka, ładna, dobrze zbudowana, a do tego bardzo doświadczona, a ja co? Do tego najwyraźniej dobrze zna Asha, tak jak i on ją, z kolei ja... No cóż... Nie umiem tego racjonalnie wyjaśnić, ale czułam, że raczej nie polubię Alexy.
Tymczasem młoda kobieta stanęła po jednej stronie boiska i rzekła:
- Mój Noivern też zna Podmuch Wiatru. Noivern! Naprzód!
To mówiąc wypuściła ona z pokebala Pokemona, który wyglądał jak przerośnięty nietoperz.
Wyglądał on groźnie, ale najważniejsze było to, że znał on Podmuch Wiatru, czyli cios, który osłabił oba stworki w poprzedniej walce.
- W bitwie z Violą niestety nie mogliśmy sobie poradzić z Podmuchem Wiatru - powiedział Ash - Dlatego musimy to sobie wyćwiczyć. Pikachu! Fletchling! Skupcie się! Zaczynaj, Alexa!
Dziewczyna wydała polecenie, aby jej Pokemon zaatakował stworki Asha tym samym atakiem, który je pokonał podczas walki z Violą. Oba zaś za pomocą przywiązanych do nich baloników zaczęli się siłować z tym atakiem. Musiałam przyznać, iż w tej strategii było wiele sensu oraz odwagi. Stałam więc obok Clemonta i Bonnie patrząc na trening Asha i Alexy. Pokemon dziewczyny wciąż raz za razem atakował Podmuchem Wiatru, zaś Pikachu i Fletchling za wszelką cenę starali się nad tym zapanować i nie dać się pokonać. Ash dodawał swoim podopiecznym otuchy, podobnie jak ja oraz Clemont z Bonnie, dzielnie kibicujący stworkom.
- Dobrze sobie radzicie! - krzyknął młody Meyer.
- Wiem, że dacie radę! - dodała jego siostrzyczka.
- Ne-ne-ne! - pisnął Dedenne.
Jednak pomimo usilnych starań Pikachu i Fletchlinga podczas obu prób pokonania żywiołu wiatru zostali oni porwani przez jego siłę, choć przyznać należy, że za drugim podejściem obaj dłużej utrzymali się na ziemi. Ash skoczył w górę i złapał swoje Pokemony w objęcia, nim odleciały one na drugi koniec miasta. Upadając jednak z nimi na boisko lekko się potłukł.
- Ash! O, nie! - krzyknęłam przerażona, widząc to wszystko.
Wesołą rozmowę przerwało nam pojawienie się tej samej kobiety, która wraz z nami obserwowała pojedynek Asha z Violą.
- Alexa! - zawołał wesoło mój przyjaciel na jej widok.
- Widzę, że Pikachu i Fletchling są znowu w dobrej formie! - zawołała młoda kobieta - Niech no zgadnę. Zamierzasz pewnie od razu rozpocząć treningi, co?
- Oczywiście, że tak! Chcesz mi pomóc?! - zapytał wesoło Ash.
Gdyby mnie zapytano o zdanie, to zdecydowanie wolałabym, aby jej odpowiedź brzmiała „Nie”. Sama byłam gotowa pomóc Ashowi w treningu. Wiedziałam jednak, że jemu bardzo zależy na tym, aby trenować swoje Pokemony pod okiem zawodowca, natomiast ja niestety do takich się nie zaliczałam. Byłam zaledwie początkującą trenerką, zwykłym żółtodziobem. Ash potrzebował więc wsparcia Alexy bez względu na to, jak bardzo jej uroda dźgała mi w oczy, dlatego też w milczeniu udałam się na boisko, gdzie mój przyjaciel z dzieciństwa przewiązał już baloniki do Pikachu oraz Fletchlinga. Przy okazji dowiedziałam się od Bonnie, że Alexa jest dobrą znajomą Asha, a także starszą siostrą Violi i pokemonową dziennikarką. Nie wiedzieć czemu, poczułam w sercu ukłucie zazdrości, ledwie tylko ją ujrzałam. Ona była taka wysoka, ładna, dobrze zbudowana, a do tego bardzo doświadczona, a ja co? Do tego najwyraźniej dobrze zna Asha, tak jak i on ją, z kolei ja... No cóż... Nie umiem tego racjonalnie wyjaśnić, ale czułam, że raczej nie polubię Alexy.
Tymczasem młoda kobieta stanęła po jednej stronie boiska i rzekła:
- Mój Noivern też zna Podmuch Wiatru. Noivern! Naprzód!
To mówiąc wypuściła ona z pokebala Pokemona, który wyglądał jak przerośnięty nietoperz.
Wyglądał on groźnie, ale najważniejsze było to, że znał on Podmuch Wiatru, czyli cios, który osłabił oba stworki w poprzedniej walce.
- W bitwie z Violą niestety nie mogliśmy sobie poradzić z Podmuchem Wiatru - powiedział Ash - Dlatego musimy to sobie wyćwiczyć. Pikachu! Fletchling! Skupcie się! Zaczynaj, Alexa!
Dziewczyna wydała polecenie, aby jej Pokemon zaatakował stworki Asha tym samym atakiem, który je pokonał podczas walki z Violą. Oba zaś za pomocą przywiązanych do nich baloników zaczęli się siłować z tym atakiem. Musiałam przyznać, iż w tej strategii było wiele sensu oraz odwagi. Stałam więc obok Clemonta i Bonnie patrząc na trening Asha i Alexy. Pokemon dziewczyny wciąż raz za razem atakował Podmuchem Wiatru, zaś Pikachu i Fletchling za wszelką cenę starali się nad tym zapanować i nie dać się pokonać. Ash dodawał swoim podopiecznym otuchy, podobnie jak ja oraz Clemont z Bonnie, dzielnie kibicujący stworkom.
- Dobrze sobie radzicie! - krzyknął młody Meyer.
- Wiem, że dacie radę! - dodała jego siostrzyczka.
- Ne-ne-ne! - pisnął Dedenne.
Jednak pomimo usilnych starań Pikachu i Fletchlinga podczas obu prób pokonania żywiołu wiatru zostali oni porwani przez jego siłę, choć przyznać należy, że za drugim podejściem obaj dłużej utrzymali się na ziemi. Ash skoczył w górę i złapał swoje Pokemony w objęcia, nim odleciały one na drugi koniec miasta. Upadając jednak z nimi na boisko lekko się potłukł.
- Ash! O, nie! - krzyknęłam przerażona, widząc to wszystko.
Na szczęście skończyło się jedynie na kilku zadrapaniach, jednak mina chłopaka mówiła sama za siebie. Widział, iż ich ćwiczenia idą na marne, a jego stworki, choć starają się jak mogą, to nie są w stanie zapanować nad podmuchem wiatru. A przecież to nie była jedyna broń przeciwnika, z jaką musieli się zmierzyć. Czekała ich jeszcze długa oraz trudna przeprawa.
Poczułam, że to odpowiedni moment na to, aby wkroczyć do akcji. Podeszłam do Asha i podałam mu chusteczkę, którą wcześniej namoczyłam w wodzie.
- Ash. Proszę, użyj tego!
Chłopak uśmiechnął się do mnie radośnie i wziął ode mnie chusteczkę, po czym zaczął wycierać sobie zadrapania na twarzy.
- Świetnie! Dzięki!
Patrząc w jego uroczy uśmiech poczułam, jak nagle znowu miękną mi kolana, a serce zaczyna walić niczym młot kowalski.
Dobra, dziewczyno. Teraz albo nigdy, pomyślałam sobie.
- Ash… czy ty mnie… w ogóle pamiętasz?
Poczułam, że to odpowiedni moment na to, aby wkroczyć do akcji. Podeszłam do Asha i podałam mu chusteczkę, którą wcześniej namoczyłam w wodzie.
- Ash. Proszę, użyj tego!
Chłopak uśmiechnął się do mnie radośnie i wziął ode mnie chusteczkę, po czym zaczął wycierać sobie zadrapania na twarzy.
- Świetnie! Dzięki!
Patrząc w jego uroczy uśmiech poczułam, jak nagle znowu miękną mi kolana, a serce zaczyna walić niczym młot kowalski.
Dobra, dziewczyno. Teraz albo nigdy, pomyślałam sobie.
- Ash… czy ty mnie… w ogóle pamiętasz?
Nie wiem, jakiej odpowiedzi oczekiwałam, ale bynajmniej jej wcale nie otrzymałam. W ogóle to nie otrzymałam żadnej odpowiedzi, ponieważ Ash wpatrywał się we mnie zdumiony, jakby próbował się domyślić, o czym ja mówię. Postanowiłam więc odświeżyć nieco jego pamięć.
- Przypomnij sobie, jak byłeś na obozie w Alabastii. To właśnie tam się spotkaliśmy.
- Na obozie? - spytał chłopak.
- Zgadza się! Na Letnim Obozie Pokemonów profesora Oaka.
Ash powoli rozpromienił się słysząc moje słowa.
- Hej! Pamiętam ten obóz! - zawołał.
- Naprawdę, Ash?! - zaśmiałam się z radością w oczach.
- No tak, przecież na nim byłem.
- Dokładnie! No i ja też byłam uczestniczką tego obozu.
Ash zastanowił się.
- Hmm... Nie mogę sobie ciebie przypomnieć.
Kiedy usłyszałam jego słowa poczułam, jak się chwieję na nogach. Tylko cudem nie opadłam na ziemię. Ech! A więc jednak mnie nie pamiętał! Ale zresztą czego ja w sumie oczekiwałam?! Od chwili, gdy go poznałam, minęło osiem lat. Nie widzieliśmy się potem, poza tym wtedy na obozie nawet nie zdradziłam mu swojego imienia. Czego więc mogłam oczekiwać? Mimo wszystko poczułam się zawiedziona. Miałam nadzieję, że pamiętał to wydarzenie, podczas którego oboje się poznaliśmy. Ja zapamiętałam je w całości i ze wszystkimi szczegółami.
- Sorki! - powiedział Ash, widząc moją załamaną minę.
Mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Nic się nie stało, Ash! Teraz skup się na treningu. Później sobie mnie przypomnisz.
- Jasne. Postaram się, jak mogę.
Postanowiłem zmienić temat rozmowy, zanim rozpłaczę się z rozpaczy.
- Muszę przyznać, że bitwy Pokemonów są niezwykłe - powiedziałam po chwili.
- Widziałaś moją? - zapytał Ash, wycierając sobie dokładnie twarz moją chusteczką - W takim razie doskonale wiesz, jak bardzo ją sknociłem.
- Sknociłeś? Nie wydaje mi się! - zawołałam podnieconym głosem - Byłeś świetny. Pamiętam, jak powiedziałeś mi, gdy się poznaliśmy „Nigdy się nie poddawaj, tylko walcz!”. I ty się nie poddałeś do końca. Nic się nie zmieniłeś.
Tylko jesteś nieco starszy i bardziej przystojny, dodałam w myślach. Ale nie powiedziałam tego na głos. Jeszcze nie był na to czas.
- Przypomnij sobie, jak byłeś na obozie w Alabastii. To właśnie tam się spotkaliśmy.
- Na obozie? - spytał chłopak.
- Zgadza się! Na Letnim Obozie Pokemonów profesora Oaka.
Ash powoli rozpromienił się słysząc moje słowa.
- Hej! Pamiętam ten obóz! - zawołał.
- Naprawdę, Ash?! - zaśmiałam się z radością w oczach.
- No tak, przecież na nim byłem.
- Dokładnie! No i ja też byłam uczestniczką tego obozu.
Ash zastanowił się.
- Hmm... Nie mogę sobie ciebie przypomnieć.
Kiedy usłyszałam jego słowa poczułam, jak się chwieję na nogach. Tylko cudem nie opadłam na ziemię. Ech! A więc jednak mnie nie pamiętał! Ale zresztą czego ja w sumie oczekiwałam?! Od chwili, gdy go poznałam, minęło osiem lat. Nie widzieliśmy się potem, poza tym wtedy na obozie nawet nie zdradziłam mu swojego imienia. Czego więc mogłam oczekiwać? Mimo wszystko poczułam się zawiedziona. Miałam nadzieję, że pamiętał to wydarzenie, podczas którego oboje się poznaliśmy. Ja zapamiętałam je w całości i ze wszystkimi szczegółami.
- Sorki! - powiedział Ash, widząc moją załamaną minę.
Mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Nic się nie stało, Ash! Teraz skup się na treningu. Później sobie mnie przypomnisz.
- Jasne. Postaram się, jak mogę.
Postanowiłem zmienić temat rozmowy, zanim rozpłaczę się z rozpaczy.
- Muszę przyznać, że bitwy Pokemonów są niezwykłe - powiedziałam po chwili.
- Widziałaś moją? - zapytał Ash, wycierając sobie dokładnie twarz moją chusteczką - W takim razie doskonale wiesz, jak bardzo ją sknociłem.
- Sknociłeś? Nie wydaje mi się! - zawołałam podnieconym głosem - Byłeś świetny. Pamiętam, jak powiedziałeś mi, gdy się poznaliśmy „Nigdy się nie poddawaj, tylko walcz!”. I ty się nie poddałeś do końca. Nic się nie zmieniłeś.
Tylko jesteś nieco starszy i bardziej przystojny, dodałam w myślach. Ale nie powiedziałam tego na głos. Jeszcze nie był na to czas.
Ash zarumienił się lekko na twarzy i zachichotał delikatnie:
- Naprawdę się nie zmieniłem?
To mówiąc wybuchnął radosnym śmiechem, następnie podniósł się i spojrzał na mnie tym swoim ujmującym spojrzeniem.
- Nigdy się nie poddaję, inaczej nie byłbym sobą - rzekł wybranek mego serce - Dzięki, Serena. Pomogłaś mi.
To mówiąc oddał mi chusteczkę.
- Spoko - odpowiedziałam mu i wróciłam do miejsca dla widzów, gdyż Ash wrócił do treningu pod czujnym okiem Alexy.
- To nie w moim stylu załamywać ręce! Zrehabilituję się za ostatnie porażki! - zawołał chłopak bojowym głosem.
Właśnie takiego Asha uwielbiałam najbardziej. Odważnego, dzielnego oraz pełnego determinacji. Cieszyłam się, że mogła natchnąć go nadzieją i bojowym duchem, podobnie jak on kiedyś zrobił to dla mnie. Tylko szkoda, iż on już tego nie pamiętał. Ale trudno, jakoś mu to przypomnę.
Na razie skupiłam się na treningu. Pokemon Alexy znowu zaczął atakować Pikachu i Fletchlinga siłą wiatru, jednak tym razem nie zdmuchnął ich z ziemi. Ash dodawał swym stworkom otuchy, a one umiały z tego skorzystać.
- Patrzcie! Pikachu pomaga sobie ogonem! - zawołałam, gdy stworek wbił sobie ogon w ziemię.
- Doskonale! - stwierdził Clemont - W tej pozycji Pikachu powinien bez problemu się utrzymać!
- Widzicie to?! Fletchling znacznie poprawił latanie! - dodała Bonnie widząc wysiłki drugiego stworka.
- Odpowiednio ustawia skrzydła, dzięki czemu nabiera odpowiednio opływowych kształtów - pospieszył z wyjaśnieniami jej starszy brat.
- Już rozumiesz, o co w tym chodzi! Ale to jeszcze nie koniec! - wołała Alexa, przystępując do kolejnych ataków swego Pokemona.
Ćwiczenia trwały aż do wieczora. W czasie ich trwania Pikachu oraz Fletchling zdołali opanować trudną umiejętność opierania się sile podmuchu wiatru, ale niestety nie oznaczało to jeszcze końca naszych problemów. Mimo wszystko Ash stwierdził, że jest naprawdę bardzo dumny z postępów swoich stworków i wcale mu się nie dziwię. Ja sama byłam niesamowicie zadowolona z tego, co widziałam, choć moim podziwem cieszyły się nie Pokemony, a raczej ich trener, czego oczywiście nie powiedziałam na głos.
- Alexa, to był dla nas bardzo pożyteczny trening. Dzięki za wszystko - powiedział Ash.
- Podziękujesz mi, jak pokonasz moją siostrę i zdobędziesz pierwszą odznakę w Kalos - odrzekła Alexa bojowym tonem.
- Tak, postaram się.
Pikachu i Fletchling w swoich własnych językach prawdopodobnie powiedzieli to samo, co ich trener. Przynajmniej tak mi się wydaje, gdyż nie jestem lingwistką i nie mogę za to ręczyć.
- Naprawdę się nie zmieniłem?
To mówiąc wybuchnął radosnym śmiechem, następnie podniósł się i spojrzał na mnie tym swoim ujmującym spojrzeniem.
- Nigdy się nie poddaję, inaczej nie byłbym sobą - rzekł wybranek mego serce - Dzięki, Serena. Pomogłaś mi.
To mówiąc oddał mi chusteczkę.
- Spoko - odpowiedziałam mu i wróciłam do miejsca dla widzów, gdyż Ash wrócił do treningu pod czujnym okiem Alexy.
- To nie w moim stylu załamywać ręce! Zrehabilituję się za ostatnie porażki! - zawołał chłopak bojowym głosem.
Właśnie takiego Asha uwielbiałam najbardziej. Odważnego, dzielnego oraz pełnego determinacji. Cieszyłam się, że mogła natchnąć go nadzieją i bojowym duchem, podobnie jak on kiedyś zrobił to dla mnie. Tylko szkoda, iż on już tego nie pamiętał. Ale trudno, jakoś mu to przypomnę.
Na razie skupiłam się na treningu. Pokemon Alexy znowu zaczął atakować Pikachu i Fletchlinga siłą wiatru, jednak tym razem nie zdmuchnął ich z ziemi. Ash dodawał swym stworkom otuchy, a one umiały z tego skorzystać.
- Patrzcie! Pikachu pomaga sobie ogonem! - zawołałam, gdy stworek wbił sobie ogon w ziemię.
- Doskonale! - stwierdził Clemont - W tej pozycji Pikachu powinien bez problemu się utrzymać!
- Widzicie to?! Fletchling znacznie poprawił latanie! - dodała Bonnie widząc wysiłki drugiego stworka.
- Odpowiednio ustawia skrzydła, dzięki czemu nabiera odpowiednio opływowych kształtów - pospieszył z wyjaśnieniami jej starszy brat.
- Już rozumiesz, o co w tym chodzi! Ale to jeszcze nie koniec! - wołała Alexa, przystępując do kolejnych ataków swego Pokemona.
Ćwiczenia trwały aż do wieczora. W czasie ich trwania Pikachu oraz Fletchling zdołali opanować trudną umiejętność opierania się sile podmuchu wiatru, ale niestety nie oznaczało to jeszcze końca naszych problemów. Mimo wszystko Ash stwierdził, że jest naprawdę bardzo dumny z postępów swoich stworków i wcale mu się nie dziwię. Ja sama byłam niesamowicie zadowolona z tego, co widziałam, choć moim podziwem cieszyły się nie Pokemony, a raczej ich trener, czego oczywiście nie powiedziałam na głos.
- Alexa, to był dla nas bardzo pożyteczny trening. Dzięki za wszystko - powiedział Ash.
- Podziękujesz mi, jak pokonasz moją siostrę i zdobędziesz pierwszą odznakę w Kalos - odrzekła Alexa bojowym tonem.
- Tak, postaram się.
Pikachu i Fletchling w swoich własnych językach prawdopodobnie powiedzieli to samo, co ich trener. Przynajmniej tak mi się wydaje, gdyż nie jestem lingwistką i nie mogę za to ręczyć.
Po tym wydarzeniu udaliśmy się do Centrum Pokemon, aby nakarmić nasze stworki oraz sami zjeść jakiś ciepły posiłek, który nam się w pełni należał. Przy kolacji Ash opowiedział mi, jak poznał Clemonta i Bonnie. Ich znajomość została zawarta dwa dni wcześniej, kiedy to chłopak doleciał samolotem do Lumiose, po czym za radą Alexy (którą towarzyszyła mu podczas tego lotu) próbował stoczyć bitwę w miejscowej Sali znajdującej się w Wieży Pryzmatu. Niestety, ponieważ nie miał jeszcze żadnej odznaki z regionu Kalos, tajemniczy Lider wyrzucił go ze swego królestwa, używając przy tym bardzo brutalnych maszyn. Z pomocą chłopakowi przyszli wtedy, przechodzący akurat nieopodal Clemont i Bonnie. Pomogli oni Ashowi pozbierać się po upadku i podnieśli go na duchu. Następnie razem stoczyli walkę ze złodziejami Pokemonów znanymi jako Zespół R. Walka jednak skończyłaby się porażką dla naszych bohaterów, gdyby nie Froakie, który niespodziewanie się tam pojawił. Uratował on całą trójką, ale przypłacił to ciężkimi ranami, wobec czego Ash z Clemontem i Bonnie natychmiast odprowadzili go na rekonwalescencję do profesora Sycamore’a. Przerwało ją jednak ponowne pojawienie się Zespołu R próbującego porwać Froakiego za pomocą ohydnej, elektrycznej obroży. Jednak przypadkiem nałożona ona została Garchompowi, który wskutek tego dostał ataku szału i zaatakował najpierw swych oprawców, a potem całe miasto, wlatując przy tym na sam szczyt Wieży Pryzmatu. Pewnie zostałby potem zastrzelony przez wojsko, gdyby nie Ash i jego piękna, bohaterska postawa (o której już wcześniej wspominałam w swojej opowieści). Podczas ratowania Garchompa Pikachu zleciał z Wieży Pryzmatu, a Ash niewiele myśląc skoczył za nim chcąc nawet za cenę własnego życia ocalić swego przyjaciela. Na szczęściu obu uratował Blaziken, który jak stwierdził profesor Sycamore, był po zjawisku zwanym megaewolucją. Po uratowaniu Asha i Pikachu wrócił do swego trenera, którym był jakiś tajemniczy mężczyzna w stroju superbohatera i maską wyglądającą jak twarz Blazikena, a następnie wraz z nim zniknął w głębi miasta. Następnego dnia po tych wydarzeniach, mój przyjaciel z dzieciństwa udał się w podróż do Santalune, w której jego nowi kompani (zafascynowani bohaterskim czynem chłopaka) postanowili mu towarzyszyć w jego wędrówce. Podczas wędrówki Ash schwytał Fletchlinga, natomiast Clemont złapał dla swej młodszej siostrzyczki uroczego, małego Dedenne, którego następnie powierzył jej opiece. Co prawda Bonnie miała dopiero osiem lat i była jeszcze za mała, aby trenować Pokemony, jednak ta urocza, elektryczna myszka miała jej pomóc nauczyć się tego, jak w przyszłości zostać odpowiedzialną za stworki, nad którymi to kiedyś jako trenerka Pokemonów będzie sprawować opiekę.
Gdy opowieść dobiegła końca, Ash zaczął planować rewanż z Violą. Opowiadał to głosem pełnym zapału oraz odwagi, co nawiasem mówiąc, bardzo mi zaimponowało.
- Na obecną chwilę już wiemy, jak się bronić przed podmuchem wiatru - mówił Ash zajadając kolację.
- Musisz jeszcze znaleźć sposób na lodowe pole bitwy, Kleistą Sieć i Psychiczny Cios - powiedziała nieco przemądrzałym tonem mała Bonnie.
- Ale ja już wiem, jak mamy walczyć na oblodzonym polu bitwy - odpowiedział jej Ash.
Dziewczynka spojrzała na niego z zainteresowaniem, podobnie jak i ja. Ciekawe, co też on planował i jaką zmyślną strategię przygotował dla swego przeciwnika?
- Tak?! To powiedz nam, co wymyśliłeś! - zawołała Bonnie, słysząc jego słowa.
- Zobaczysz w trakcie walki - odpowiedział jej chłopak niemalże enigmatycznym tonem.
- Hej! To nie fair! - pisnęła dziewczynka i zajęła się swoim jedzeniem z miną dowodząca, iż właśnie jest obrażona na cały świat.
- Jeśli chodzi o kleistą sieć, to mam pewien pomysł - wtrącił się do rozmowy Clemont.
- Tak! Pikachu! Fletchling! Jak zjemy, wracamy do treningu! - zawołał wesoło Ash, na co odpowiedziały mu bardzo radosne piski i świergoty jego Pokemonów.
On sam zaś zajął się kolacją. Ja zaś nie mogłam oderwać od niego wzroku. Dlaczego? Nie pytajcie mnie o to, gdyż sama nie znam odpowiedzi na to pytanie. Po prostu znowu poczułam się tak, jakbym miała siedem lat i była na obozie Pokemonów profesora Samuela Oaka. Czułam wtedy tę samą radość w sercu, która mnie nawiedziła osiem wiosen temu, gdy pewien mały chłopiec, wbrew naturze osobników swojej płci, okazał mi wielką dobroć, nic praktycznie o mnie nie wiedząc.
Gdy opowieść dobiegła końca, Ash zaczął planować rewanż z Violą. Opowiadał to głosem pełnym zapału oraz odwagi, co nawiasem mówiąc, bardzo mi zaimponowało.
- Na obecną chwilę już wiemy, jak się bronić przed podmuchem wiatru - mówił Ash zajadając kolację.
- Musisz jeszcze znaleźć sposób na lodowe pole bitwy, Kleistą Sieć i Psychiczny Cios - powiedziała nieco przemądrzałym tonem mała Bonnie.
- Ale ja już wiem, jak mamy walczyć na oblodzonym polu bitwy - odpowiedział jej Ash.
Dziewczynka spojrzała na niego z zainteresowaniem, podobnie jak i ja. Ciekawe, co też on planował i jaką zmyślną strategię przygotował dla swego przeciwnika?
- Tak?! To powiedz nam, co wymyśliłeś! - zawołała Bonnie, słysząc jego słowa.
- Zobaczysz w trakcie walki - odpowiedział jej chłopak niemalże enigmatycznym tonem.
- Hej! To nie fair! - pisnęła dziewczynka i zajęła się swoim jedzeniem z miną dowodząca, iż właśnie jest obrażona na cały świat.
- Jeśli chodzi o kleistą sieć, to mam pewien pomysł - wtrącił się do rozmowy Clemont.
- Tak! Pikachu! Fletchling! Jak zjemy, wracamy do treningu! - zawołał wesoło Ash, na co odpowiedziały mu bardzo radosne piski i świergoty jego Pokemonów.
On sam zaś zajął się kolacją. Ja zaś nie mogłam oderwać od niego wzroku. Dlaczego? Nie pytajcie mnie o to, gdyż sama nie znam odpowiedzi na to pytanie. Po prostu znowu poczułam się tak, jakbym miała siedem lat i była na obozie Pokemonów profesora Samuela Oaka. Czułam wtedy tę samą radość w sercu, która mnie nawiedziła osiem wiosen temu, gdy pewien mały chłopiec, wbrew naturze osobników swojej płci, okazał mi wielką dobroć, nic praktycznie o mnie nie wiedząc.
Zgodnie z planem po kolacji udaliśmy się na boisko treningowe, gdzie Clemont pokazał nam dziwne urządzenie przykryte płachtą.
- Pomogę wam w treningu wykorzystując moje zdolności naukowe. Pamiętajcie! - powiedział dumnym tonem chłopak.
Chwilę później dodał:
- Pamiętajcie, że dzięki nauce przyszłość mamy dziś! Zwycięży moc technologii! Włączam zestaw Clemonta!
Następnie odsunął płachtę prezentując nam swój najnowszy wynalazek - mówię „najnowszy”, gdyż jak wyjaśniła mi później Bonnie, to zanim się poznaliśmy, skonstruował on już kilka urządzeń. To zaś stworzył, jak sam powiedział, ponoć dlatego, iż przewidział, że Ash znajdzie się w podobnej sytuacji. Szczerze mówiąc ani ja, ani Bonnie, nie wierzyłyśmy mu na słowo. Clemont lubił się bowiem popisywać swoimi umiejętnościami, więc trudno było brać na serio wszystko, co mówił.
- Nazwałem to armato-torpedo-generator kleistej sieci! - przedstawił nam swój wynalazek, przypominający wyglądem taką jakby małą armatkę z przymocowanym do niej wielkim słoikiem pełnej białej mazi.
Obie z Bonnie byłyśmy w lekkim szoku, z kolei Ash był wniebowzięty. Najwyraźniej ujrzał w tej maszynie coś, czego żadna z nas niestety nie umiała dostrzec.
- Nauka jest niesamowita! - zawołał zachwycony, widząc maszynę przyjaciela.
- Dokładnie przeanalizowałem DNA kleistej sieci i moje wspaniałe urządzenie może stworzyć sieć o identycznym kolorze, strukturze, kleistości i zapachu. Chyba zgłoszę się z tym cackiem do urzędu patentowego. Jakby co, to wniosek mam już wypełniony. Tylko go złożyć.
- Eee... Nie wiem, o czym mówisz, ale wielkie dzięki, Clemont! - odpowiedział Ash nieco skołowany jego wykładem.
Ja zaś pomyślałam sobie tak: cóż, zobaczymy, czy to armato-kleisto-coś tam w ogóle zadziała. Punkt dla Clemonta, jeśli taki wynalazek pomoże Ashowi. Miałam jednak jakieś dziwne przeczucie, że z tego wszystkiego wyjdzie jakaś katastrofa. Bonnie zresztą wcześniej uprzedzała mnie o tym, iż większość pomysłów jej brata właśnie w taki sposób się kończy - jednym, wielkim BUM!
Tymczasem Clemont powiedział jeszcze coś, czego żadne z nas już nie zrozumiało, po czym przeszedł do treningu. Wystrzeliwał z armaty raz za razem coś, co rzeczywiście przypominało pajęczą sieć pozostawioną przez jednego z Pokemonów Violi, zaś Pikachu oraz Fletchling mieli za zadanie uniknąć kontaktu z tą substancją w miarę swoich możliwości, a trzeba było przyznać, robili to doskonale. Szybko oraz sprawnie skakali na boki i ani jedna pajęczyna w nich nie trafiła.
- Powiem szczerze, całkiem nieźle, ale nie wiecie jeszcze, na co stać mój genialny wynalazek! - wołał radośnie Clemont.
No cóż, nie wiedzieliśmy, mieliśmy się jednak bardzo szybko o tym przekonać. Clemont włączył pełną moc, ale jego działo nie odpaliło. Kiedy chciał sprawdzić, co się stało, armata podniosła lufę w górę i wystrzeliła w powietrze kilka pajęczyn, które następnie spadły na nią z powrotem oraz zatkały ją, także, gdy następny pocisk chciał wylecieć, to nie miał jak tego zrobić, wskutek czego wynalazek naszego przyjaciela wybuchł.
Niestety moje przypuszczenia okazały się być słuszne, pomyślałam sobie. To chyba tyle, jeśli chodzi o genialne wynalazki. Chociaż uczciwie muszę przyznać, że początkowo wszystko szło dobrze.
- No i kolejne ustrojstwo poszło z dymem - skomentowała to Bonnie, a mnie jakoś trudno było odmówić jej racji.
- Pomogę wam w treningu wykorzystując moje zdolności naukowe. Pamiętajcie! - powiedział dumnym tonem chłopak.
Chwilę później dodał:
- Pamiętajcie, że dzięki nauce przyszłość mamy dziś! Zwycięży moc technologii! Włączam zestaw Clemonta!
Następnie odsunął płachtę prezentując nam swój najnowszy wynalazek - mówię „najnowszy”, gdyż jak wyjaśniła mi później Bonnie, to zanim się poznaliśmy, skonstruował on już kilka urządzeń. To zaś stworzył, jak sam powiedział, ponoć dlatego, iż przewidział, że Ash znajdzie się w podobnej sytuacji. Szczerze mówiąc ani ja, ani Bonnie, nie wierzyłyśmy mu na słowo. Clemont lubił się bowiem popisywać swoimi umiejętnościami, więc trudno było brać na serio wszystko, co mówił.
- Nazwałem to armato-torpedo-generator kleistej sieci! - przedstawił nam swój wynalazek, przypominający wyglądem taką jakby małą armatkę z przymocowanym do niej wielkim słoikiem pełnej białej mazi.
Obie z Bonnie byłyśmy w lekkim szoku, z kolei Ash był wniebowzięty. Najwyraźniej ujrzał w tej maszynie coś, czego żadna z nas niestety nie umiała dostrzec.
- Nauka jest niesamowita! - zawołał zachwycony, widząc maszynę przyjaciela.
- Dokładnie przeanalizowałem DNA kleistej sieci i moje wspaniałe urządzenie może stworzyć sieć o identycznym kolorze, strukturze, kleistości i zapachu. Chyba zgłoszę się z tym cackiem do urzędu patentowego. Jakby co, to wniosek mam już wypełniony. Tylko go złożyć.
- Eee... Nie wiem, o czym mówisz, ale wielkie dzięki, Clemont! - odpowiedział Ash nieco skołowany jego wykładem.
Ja zaś pomyślałam sobie tak: cóż, zobaczymy, czy to armato-kleisto-coś tam w ogóle zadziała. Punkt dla Clemonta, jeśli taki wynalazek pomoże Ashowi. Miałam jednak jakieś dziwne przeczucie, że z tego wszystkiego wyjdzie jakaś katastrofa. Bonnie zresztą wcześniej uprzedzała mnie o tym, iż większość pomysłów jej brata właśnie w taki sposób się kończy - jednym, wielkim BUM!
Tymczasem Clemont powiedział jeszcze coś, czego żadne z nas już nie zrozumiało, po czym przeszedł do treningu. Wystrzeliwał z armaty raz za razem coś, co rzeczywiście przypominało pajęczą sieć pozostawioną przez jednego z Pokemonów Violi, zaś Pikachu oraz Fletchling mieli za zadanie uniknąć kontaktu z tą substancją w miarę swoich możliwości, a trzeba było przyznać, robili to doskonale. Szybko oraz sprawnie skakali na boki i ani jedna pajęczyna w nich nie trafiła.
- Powiem szczerze, całkiem nieźle, ale nie wiecie jeszcze, na co stać mój genialny wynalazek! - wołał radośnie Clemont.
No cóż, nie wiedzieliśmy, mieliśmy się jednak bardzo szybko o tym przekonać. Clemont włączył pełną moc, ale jego działo nie odpaliło. Kiedy chciał sprawdzić, co się stało, armata podniosła lufę w górę i wystrzeliła w powietrze kilka pajęczyn, które następnie spadły na nią z powrotem oraz zatkały ją, także, gdy następny pocisk chciał wylecieć, to nie miał jak tego zrobić, wskutek czego wynalazek naszego przyjaciela wybuchł.
Niestety moje przypuszczenia okazały się być słuszne, pomyślałam sobie. To chyba tyle, jeśli chodzi o genialne wynalazki. Chociaż uczciwie muszę przyznać, że początkowo wszystko szło dobrze.
- No i kolejne ustrojstwo poszło z dymem - skomentowała to Bonnie, a mnie jakoś trudno było odmówić jej racji.
- Nie! Dlaczego?! Dlaczego?! Dlaczego?! - jęczał załamany Clemont, patrząc na szczątki tego, co przed chwilą było jego dumą i chlubą.
Podczas gdy Clemont opłakiwał swój nieudany wynalazek, Ash rzekł:
- Trudno, co robić? Musimy sobie radzić inaczej.
Następnie wypuścił on z pokeballa Froakiego. Zanim jednak zdążyłam zapytać, co też Froakie może tutaj pomóc, jego trener sam pospieszył z odpowiedzią:
- Twój atak Frombelkami będzie bardzo podobny do ataku Kleistą Siecią - powiedział, patrząc na Pokemona.
Już po chwili, gdy Froakie przeszedł do ataku dostrzegłam, podobnie zresztą jak Clemont i Bonnie, błyskotliwość planu Asha. Rzeczywiście, atak tego Pokemona był podobny do ataku Kleistą Siecią. Pikachu i Fletchling skutecznie stosowali uniki, dzięki czemu żaden pocisk przeciwnika w nich nie trafił.
- Nie wiedziałam, że Ash ma Froakiego - wyraziłam swoje zdumienie, patrząc zachwycona na jego trening.
- Ten Froakie pochodzi z laboratorium profesora Sycamore’a - rzekła wesoło Bonnie.
- Tak jak mój Fennekin! - zawołałam z dumą w głosie.
Jak się później dowiedziałam, ten Froakie, którego to umiejętności miałam właśnie okazję podziwiać, był tym samym Froakiem, który pomógł Ashowi uspokoić Garchompa; po całej akcji ratunkowej wybrał on mego przyjaciela z dzieciństwa na swojego trenera. Nie dziwię mu się. Gdybym sama była Pokemonem, to też bym tak postąpiła.
Tymczasem trening trwał dalej. Pikachu oraz Fletchling osiągnęli taką doskonałość, że udało im się uniknąć wszystkich ataków Froakiego. Bardzo Zadowolony Ash parę minut później przerwał ćwiczenia uznając, że jego Pokemony opanowały już wszystko, co opanować powinny.
- To nam w zupełności wystarczy - rzekł chłopak - Zakończmy już nasz trening. Poza tym to pora, aby iść spać.
Zgodziłam się z nim tym bardziej, że ujrzałam małą Bonnie ledwo trzymająca się ze zmęczenia na nogach, a jednak mimo to wciąż dzielnie kibicującą swemu idolowi.
- Naprzód, naprzód... Patrz na Asha... Jesteście najlepsi... Victoria... Victoria - mówiła coraz bardziej śpiąca Bonnie, słaniająca się ze zmęczenia na nogach.
Widząc to Clemont objął mocno do siebie młodszą siostrzyczkę.
- Bonnie, chyba już czas spać – powiedział.
- Byliście wspaniali! - wysapała dziewczynka zmęczonym głosem.
- To prawda - zgodził się z nią jej brat - Ash, idę położyć Bonnie do łóżka.
- Dobra. Wielkie dzięki, że byliście ze mną tak długo - odpowiedział mu na to mój przyjaciel z dzieciństwa.
- Skoncentruj się i przyspiesz - wymruczała niemalże już śpiąca na stojąco Bonnie, odchodząc ze swoim bratem.
Kiedy rodzeństwo zniknęło nam obojgu z pola widzenia, spojrzałam z uśmiechem na Asha, który właśnie gratulował swoim Pokemonom udanego treningu oraz dodawał im otuchy przed następną walką, jaka ich czekała.
- Zrobiliśmy dziś wszystko, co w naszej mocy - mówił - Pozostaje nam stanąć do walki z Violą i dać czadu! Pokażemy jej, na co nas stać.
Pokemonom bardzo się spodobała ta przemowa, podobnie jak i mnie.
- To niesamowite, jak ciężko trenerzy pracują ze swoimi Pokemonami. Zdobycie odznaki kosztuje naprawdę wiele czasu i wysiłku, prawda? - zapytałam podchodząc do Asha.
Chłopak uśmiechnął się do mnie ponownie, po czym odpowiedział:
- Ty też niedługo będziesz tak ćwiczyć. Wkrótce wyruszysz w podróż i złapiesz nowe Pokemony, a wtedy będziesz mogła podbijać Sale.
Opuściła lekko wzrok, żeby nie mógł zobaczyć rumieńców na mojej twarzy. Jakże on we mnie wierzył. Bardziej niż ktokolwiek inny. Bardziej nawet niż ja sama. Do tego umiał mnie zmotywować do działania tą swoją wiarą w moje umiejętności. I jak tu go nie kochać?
- Chciałabym. Wiem, że mam Fennekina, ale moja przyszłość jest dla mnie zagadką - odpowiedziałam mu.
- Rozumiem. Niedługo wszystko ci się jakoś ułoży. Daj sobie czas do namysłu, a z pewnością będziesz wiedziała, co robić.
Pikachu, wskakując mu na ramię, potwierdził jego słowa w swoim własnym języku. Uśmiechnęłam się do nich obu, widząc to.
- Wiem, Ash. Dziękuję - powiedziałam.
- To ja ci dziękuję, Sereno, że jesteś ze mną w tak ważnym dla mnie momencie - odparł chłopak - Nie wiesz nawet, ile to dla mnie znaczy.
- A ty nie wiesz, ile to znaczy dla mnie, Ash.
- Co mówisz?
- Nie, nic. Chyba już pora spać, nie sądzisz?
- Tak, masz rację. Dziękuję, że tyle czasu ze mną wytrzymałaś.
To mówiąc Ash delikatnie przytulił mnie do siebie. Ledwo to zrobił, a na nowo odżyły moje wspomnienia, zwłaszcza te o chwili, kiedy już raz tak zrobił, przy czym oboje mieliśmy wtedy po siedem lat, a on już tego nie pamiętał.
- Dziękuję ci, Sereno - powiedział Ash, dalej mocno mnie przytulając - Dziękuję ci, że jesteś.
- Nie ma za co, Ash - odpowiedziałam, oddając mu czule przyjacielski uścisk, po cichu zaś dodając: - I ja tobie też dziękuję, że jesteś.
Podczas gdy Clemont opłakiwał swój nieudany wynalazek, Ash rzekł:
- Trudno, co robić? Musimy sobie radzić inaczej.
Następnie wypuścił on z pokeballa Froakiego. Zanim jednak zdążyłam zapytać, co też Froakie może tutaj pomóc, jego trener sam pospieszył z odpowiedzią:
- Twój atak Frombelkami będzie bardzo podobny do ataku Kleistą Siecią - powiedział, patrząc na Pokemona.
Już po chwili, gdy Froakie przeszedł do ataku dostrzegłam, podobnie zresztą jak Clemont i Bonnie, błyskotliwość planu Asha. Rzeczywiście, atak tego Pokemona był podobny do ataku Kleistą Siecią. Pikachu i Fletchling skutecznie stosowali uniki, dzięki czemu żaden pocisk przeciwnika w nich nie trafił.
- Nie wiedziałam, że Ash ma Froakiego - wyraziłam swoje zdumienie, patrząc zachwycona na jego trening.
- Ten Froakie pochodzi z laboratorium profesora Sycamore’a - rzekła wesoło Bonnie.
- Tak jak mój Fennekin! - zawołałam z dumą w głosie.
Jak się później dowiedziałam, ten Froakie, którego to umiejętności miałam właśnie okazję podziwiać, był tym samym Froakiem, który pomógł Ashowi uspokoić Garchompa; po całej akcji ratunkowej wybrał on mego przyjaciela z dzieciństwa na swojego trenera. Nie dziwię mu się. Gdybym sama była Pokemonem, to też bym tak postąpiła.
Tymczasem trening trwał dalej. Pikachu oraz Fletchling osiągnęli taką doskonałość, że udało im się uniknąć wszystkich ataków Froakiego. Bardzo Zadowolony Ash parę minut później przerwał ćwiczenia uznając, że jego Pokemony opanowały już wszystko, co opanować powinny.
- To nam w zupełności wystarczy - rzekł chłopak - Zakończmy już nasz trening. Poza tym to pora, aby iść spać.
Zgodziłam się z nim tym bardziej, że ujrzałam małą Bonnie ledwo trzymająca się ze zmęczenia na nogach, a jednak mimo to wciąż dzielnie kibicującą swemu idolowi.
- Naprzód, naprzód... Patrz na Asha... Jesteście najlepsi... Victoria... Victoria - mówiła coraz bardziej śpiąca Bonnie, słaniająca się ze zmęczenia na nogach.
Widząc to Clemont objął mocno do siebie młodszą siostrzyczkę.
- Bonnie, chyba już czas spać – powiedział.
- Byliście wspaniali! - wysapała dziewczynka zmęczonym głosem.
- To prawda - zgodził się z nią jej brat - Ash, idę położyć Bonnie do łóżka.
- Dobra. Wielkie dzięki, że byliście ze mną tak długo - odpowiedział mu na to mój przyjaciel z dzieciństwa.
- Skoncentruj się i przyspiesz - wymruczała niemalże już śpiąca na stojąco Bonnie, odchodząc ze swoim bratem.
Kiedy rodzeństwo zniknęło nam obojgu z pola widzenia, spojrzałam z uśmiechem na Asha, który właśnie gratulował swoim Pokemonom udanego treningu oraz dodawał im otuchy przed następną walką, jaka ich czekała.
- Zrobiliśmy dziś wszystko, co w naszej mocy - mówił - Pozostaje nam stanąć do walki z Violą i dać czadu! Pokażemy jej, na co nas stać.
Pokemonom bardzo się spodobała ta przemowa, podobnie jak i mnie.
- To niesamowite, jak ciężko trenerzy pracują ze swoimi Pokemonami. Zdobycie odznaki kosztuje naprawdę wiele czasu i wysiłku, prawda? - zapytałam podchodząc do Asha.
Chłopak uśmiechnął się do mnie ponownie, po czym odpowiedział:
- Ty też niedługo będziesz tak ćwiczyć. Wkrótce wyruszysz w podróż i złapiesz nowe Pokemony, a wtedy będziesz mogła podbijać Sale.
Opuściła lekko wzrok, żeby nie mógł zobaczyć rumieńców na mojej twarzy. Jakże on we mnie wierzył. Bardziej niż ktokolwiek inny. Bardziej nawet niż ja sama. Do tego umiał mnie zmotywować do działania tą swoją wiarą w moje umiejętności. I jak tu go nie kochać?
- Chciałabym. Wiem, że mam Fennekina, ale moja przyszłość jest dla mnie zagadką - odpowiedziałam mu.
- Rozumiem. Niedługo wszystko ci się jakoś ułoży. Daj sobie czas do namysłu, a z pewnością będziesz wiedziała, co robić.
Pikachu, wskakując mu na ramię, potwierdził jego słowa w swoim własnym języku. Uśmiechnęłam się do nich obu, widząc to.
- Wiem, Ash. Dziękuję - powiedziałam.
- To ja ci dziękuję, Sereno, że jesteś ze mną w tak ważnym dla mnie momencie - odparł chłopak - Nie wiesz nawet, ile to dla mnie znaczy.
- A ty nie wiesz, ile to znaczy dla mnie, Ash.
- Co mówisz?
- Nie, nic. Chyba już pora spać, nie sądzisz?
- Tak, masz rację. Dziękuję, że tyle czasu ze mną wytrzymałaś.
To mówiąc Ash delikatnie przytulił mnie do siebie. Ledwo to zrobił, a na nowo odżyły moje wspomnienia, zwłaszcza te o chwili, kiedy już raz tak zrobił, przy czym oboje mieliśmy wtedy po siedem lat, a on już tego nie pamiętał.
- Dziękuję ci, Sereno - powiedział Ash, dalej mocno mnie przytulając - Dziękuję ci, że jesteś.
- Nie ma za co, Ash - odpowiedziałam, oddając mu czule przyjacielski uścisk, po cichu zaś dodając: - I ja tobie też dziękuję, że jesteś.
Następnego dnia udaliśmy się wszyscy do Violi, aby Ash mógł stoczyć z nią rewanżowy pojedynek.
- Denerwujesz się? - zapytałam mego przyjaciela z dzieciństwa, gdy na chwilę zostaliśmy sami.
- Trochę. Ale wierzę w moje Pokemony oraz w nasz zespół, jaki razem tworzymy - odpowiedział mi chłopak - Musi się nam udać. Chociaż zawsze jest ryzyko, że Viola znowu wygra.
Słysząc jego słowa lekko się oburzyłam. On nie może sobie pozwolić na wątpliwości. Nie w takiej sytuacji, gdy tak wiele od niego zależy.
- Nawet tak nie myśl, Ash! Myśl teraz o zwycięstwie! Uwierz w nie, a na pewno ci się uda! Zapamiętaj słowa, które sam kiedyś powiedziałeś „Nie poddawaj się, tylko walcz!”. Pokaż, że te słowa dla ciebie także coś znaczą.
Ash spojrzał na mnie nieco zdumiony moim zapałem do walki, po czym uśmiechnął się radośnie i rzekł:
- Dzięki, Serena. Dobrze wiedzieć, że są na tym świecie osoby, które we mnie wierzą.
- Ty też musisz zawsze wierzyć w siebie. Tylko dzięki temu osiągniesz zwycięstwo.
Po tych słowach podeszłam do chłopaka i sama się dziwiąc swojej odwadze, pocałowałam go w policzek.
- To na szczęście. Powodzenia, Ash.
Chłopak zarumienił się cały na twarzy, a teraz ja miałam powód, żeby zachichotać, podobnie jak on kiedyś chichotał widząc moje zdumienie, gdy przed ośmiu laty po raz pierwszy mnie przytulił. Następnie w bojowym nastroju ruszył na salę gotów, aby stoczyć rewanżowy pojedynek.
Stanęłam w miejscu dla widzów obok Clemonta i Bonnie. Była tam już Alexa. Tym razem jednak nie poczułam ukłucia zazdrości na jej widok. Ostatecznie kibicowała ona przecież Ashowi, a jej pomoc dla niego okazała się naprawdę skuteczna. Nie ważne więc, że była ode mnie starsza i o wiele ładniejsza. Zaczęłam rozumieć, że jest ona dla mego… ekhem… przyjaciela jedynie prawdziwą przyjaciółką i nic poza tym. Nie musiałam się więc jej obawiać.
- Zaskoczyłaś mnie, Sereno - powiedziała nagle Alexa, patrząc w moją stronę - Słyszałam twoją wczorajszą rozmowę z Ashem, kiedy potrzebował motywacji. Nie wiedziałam, że tak na niego wpłyniesz.
Dobrze, że nie widziałaś naszej rozmowy, która miała miejsce kilka minut temu, pomyślałam sobie. To była dopiero motywacja, jak się patrzy.
- Denerwujesz się? - zapytałam mego przyjaciela z dzieciństwa, gdy na chwilę zostaliśmy sami.
- Trochę. Ale wierzę w moje Pokemony oraz w nasz zespół, jaki razem tworzymy - odpowiedział mi chłopak - Musi się nam udać. Chociaż zawsze jest ryzyko, że Viola znowu wygra.
Słysząc jego słowa lekko się oburzyłam. On nie może sobie pozwolić na wątpliwości. Nie w takiej sytuacji, gdy tak wiele od niego zależy.
- Nawet tak nie myśl, Ash! Myśl teraz o zwycięstwie! Uwierz w nie, a na pewno ci się uda! Zapamiętaj słowa, które sam kiedyś powiedziałeś „Nie poddawaj się, tylko walcz!”. Pokaż, że te słowa dla ciebie także coś znaczą.
Ash spojrzał na mnie nieco zdumiony moim zapałem do walki, po czym uśmiechnął się radośnie i rzekł:
- Dzięki, Serena. Dobrze wiedzieć, że są na tym świecie osoby, które we mnie wierzą.
- Ty też musisz zawsze wierzyć w siebie. Tylko dzięki temu osiągniesz zwycięstwo.
Po tych słowach podeszłam do chłopaka i sama się dziwiąc swojej odwadze, pocałowałam go w policzek.
- To na szczęście. Powodzenia, Ash.
Chłopak zarumienił się cały na twarzy, a teraz ja miałam powód, żeby zachichotać, podobnie jak on kiedyś chichotał widząc moje zdumienie, gdy przed ośmiu laty po raz pierwszy mnie przytulił. Następnie w bojowym nastroju ruszył na salę gotów, aby stoczyć rewanżowy pojedynek.
Stanęłam w miejscu dla widzów obok Clemonta i Bonnie. Była tam już Alexa. Tym razem jednak nie poczułam ukłucia zazdrości na jej widok. Ostatecznie kibicowała ona przecież Ashowi, a jej pomoc dla niego okazała się naprawdę skuteczna. Nie ważne więc, że była ode mnie starsza i o wiele ładniejsza. Zaczęłam rozumieć, że jest ona dla mego… ekhem… przyjaciela jedynie prawdziwą przyjaciółką i nic poza tym. Nie musiałam się więc jej obawiać.
- Zaskoczyłaś mnie, Sereno - powiedziała nagle Alexa, patrząc w moją stronę - Słyszałam twoją wczorajszą rozmowę z Ashem, kiedy potrzebował motywacji. Nie wiedziałam, że tak na niego wpłyniesz.
Dobrze, że nie widziałaś naszej rozmowy, która miała miejsce kilka minut temu, pomyślałam sobie. To była dopiero motywacja, jak się patrzy.
- Trenerzy mogą użyć dwóch Pokemonów, a bitwa zakończy się, kiedy oba Pokemony któregokolwiek z trenerów będą niezdolne do walki. Tylko rzucający wyzwanie ma prawo wymiany Pokemona - mówiła koleżanka Violi, która podobnie jak poprzedniego dnia, tak i teraz była w tej walce zarówno sędzią, jak i komentatorem sportowym.
Viola spojrzała bojowym wzrokiem na Asha.
- Ash! Siostra mówiła mi, że wczoraj ciężko trenowałeś! Ciekawe, co z tego wyniknie! - zawołała.
- No jak to, co? Tym razem zdobędę odznakę! - odpowiedział jej mój przyjaciel, a jego Pokemon zapiszczał potwierdzająco.
Walka się rozpoczęła. Viola rzuciła do niej Surskita, zaś Ash Pikachu.
- Pikachu Asha wyczekuje na pierwszy ruch Surskita - powiedziała Alexa.
- Ash! Pikachu! Załatwcie ich szybko! - pisnęła Bonnie, nie mogąc się już doczekać walki.
- Ne-ne-ne! - poparł ją Dedenne.
- Nie zrobisz zdjęcia bez naciśnięcia spustu i nie wygrasz walki bez ataku! - powiedział Viola, która była zapalonym fotografem – Surskit! Użyj Kleistej Sieci!
- Unik, Pikachu! - zawołał Ash.
Już po chwili stworek dzielnie zaczął stosować zwinne uniki, których nauczył się wczorajszego dnia. Viola była w szoku, a ja wniebowzięta.
- Ale szybkość! Widać efekty wczorajszego treningu! - zawołałam bardzo radośnie.
Pikachu zaatakował piorunem. Surskit sparował jego cios za pomocą osłony, po czym strzelił w stworka jakimś promieniem. Jednak elektryczny gryzoń zwinnie uniknął ciosu i użył ataku znanego jako Stalowy Ogon, dzięki czemu osłabił przeciwnika. Viola jednak wydała kolejne polecenie, aby jej Pokemon stworzył na boisku lodowe podłoże, podobnie jak zrobił to poprzednim razem, choć ja nie widziałam tego, gdyż przybyłam na miejsce bitwy już po tym wydarzeniu. Pikachu próbował go powstrzymać rzucając mu się na twarz, jednak Surskit zdołał zepchnąć z siebie przeciwnika i wytworzyć wielkie lodowisko. Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta.
Viola spojrzała bojowym wzrokiem na Asha.
- Ash! Siostra mówiła mi, że wczoraj ciężko trenowałeś! Ciekawe, co z tego wyniknie! - zawołała.
- No jak to, co? Tym razem zdobędę odznakę! - odpowiedział jej mój przyjaciel, a jego Pokemon zapiszczał potwierdzająco.
Walka się rozpoczęła. Viola rzuciła do niej Surskita, zaś Ash Pikachu.
- Pikachu Asha wyczekuje na pierwszy ruch Surskita - powiedziała Alexa.
- Ash! Pikachu! Załatwcie ich szybko! - pisnęła Bonnie, nie mogąc się już doczekać walki.
- Ne-ne-ne! - poparł ją Dedenne.
- Nie zrobisz zdjęcia bez naciśnięcia spustu i nie wygrasz walki bez ataku! - powiedział Viola, która była zapalonym fotografem – Surskit! Użyj Kleistej Sieci!
- Unik, Pikachu! - zawołał Ash.
Już po chwili stworek dzielnie zaczął stosować zwinne uniki, których nauczył się wczorajszego dnia. Viola była w szoku, a ja wniebowzięta.
- Ale szybkość! Widać efekty wczorajszego treningu! - zawołałam bardzo radośnie.
Pikachu zaatakował piorunem. Surskit sparował jego cios za pomocą osłony, po czym strzelił w stworka jakimś promieniem. Jednak elektryczny gryzoń zwinnie uniknął ciosu i użył ataku znanego jako Stalowy Ogon, dzięki czemu osłabił przeciwnika. Viola jednak wydała kolejne polecenie, aby jej Pokemon stworzył na boisku lodowe podłoże, podobnie jak zrobił to poprzednim razem, choć ja nie widziałam tego, gdyż przybyłam na miejsce bitwy już po tym wydarzeniu. Pikachu próbował go powstrzymać rzucając mu się na twarz, jednak Surskit zdołał zepchnąć z siebie przeciwnika i wytworzyć wielkie lodowisko. Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta.
- Przypomina mi się wczorajsza bitwa - powiedziała załamanym tonem Bonnie.
- Z tą różnicą, że tym razem Ash jest przygotowany! - odpowiedziałam bojowo.
Nie byłam jednak do końca pewna swoich słów. Mój przyjaciel co prawda mówił coś na temat strategii, jaką szykował na podobną okazję, jednak obawiałam się, że to tylko czcze przechwałki. W głębi serca miałam wszak nadzieję, iż tak nie jest. Na szczęście moje przeczucia co do Asha nie pomyliły mnie. W chwili, gdy Surskit pewny siebie zaatakował Pikachu, ten wbił ogon w lód i użył go do utrzymania równowagi.
- Jej! To jest właśnie ta niespodzianka Asha! - zawołał zdumiony Clemont - Zobaczymy, jak ujarzmi lodowe pole bitwy.
Zaraz przypomniałam sobie, jak wybranek mego serca uczył Pikachu wbijać ogon w ziemię, aby wytrzymać atak powietrzny. Tej samej techniki używał do utrzymania się na lodzie. Pomysłowe.
Tymczasem Surskit zaatakował wielkim promieniem, ale w tej samej chwili Pikachu odpowiedział na to swoim atakiem elektrycznym. Oba ciosy zderzyły się ze sobą i mocowały, jednak moc Pikachu była silniejsza i po chwili jego przeciwnik leżał oszołomiony.
- Surskit jest niezdolny do walki! Wygrywa Pikachu! - oznajmiła komentatorka.
Obie z Bonnie pisnęłyśmy bardzo radośnie. Alexa i Clemont z kolei nie ukrywali swego podziwu dla techniki Asha.
- Kto by pomyślał, że Pikachu zakotwiczy się ogonem? - powiedziała na to pełnym zachwytu głosem Alexa.
Nawet Viola była pod wrażeniem tej bitwy, jej oczy bardzo wyraźnie to mówiły. Nie oznaczało to jednak, że uznała zwycięstwo chłopaka. W końcu walka jeszcze się nie skończyła.
Na pole bitwy wyszedł następnie Vivillon, ale Ash zgodnie z prawem wyzywającego odwołał Pikachu, aby ten mógł odpocząć po starciu, zaś do bitwy przystąpił Fletchling. Wszyscy byliśmy niezwykle podekscytowani i nie mogliśmy się doczekać kolejnej walki.
Pierwszy ruszył do niej Fletchling, atakując przeciwnika Stalowym Skrzydłem. Vivillon jednak odpowiedział mu na to unikiem, a następnie Psychicznym Ciosem, za pomocą którego opanował on nóżki ptasiego Pokemona i zaczął nim miotać na wszystkie strony, aż w końcu cisnął nim o lód. Wspierany jednak przez Asha Fletchling szybko się pozbierał i uderzył w motyla Stalowym Skrzydłem. Osłabił go, ale tylko na chwilę, ponieważ Vivillon zaczął atakować go podmuchem wiatru. Na całe szczęście dzielny ptaszek pamiętał wczorajsze ćwiczenia i zdołał mu się oprzeć.
- Fletchling odrobił lekcję! - zaśmiał się Clemont.
- Z tą różnicą, że tym razem Ash jest przygotowany! - odpowiedziałam bojowo.
Nie byłam jednak do końca pewna swoich słów. Mój przyjaciel co prawda mówił coś na temat strategii, jaką szykował na podobną okazję, jednak obawiałam się, że to tylko czcze przechwałki. W głębi serca miałam wszak nadzieję, iż tak nie jest. Na szczęście moje przeczucia co do Asha nie pomyliły mnie. W chwili, gdy Surskit pewny siebie zaatakował Pikachu, ten wbił ogon w lód i użył go do utrzymania równowagi.
- Jej! To jest właśnie ta niespodzianka Asha! - zawołał zdumiony Clemont - Zobaczymy, jak ujarzmi lodowe pole bitwy.
Zaraz przypomniałam sobie, jak wybranek mego serca uczył Pikachu wbijać ogon w ziemię, aby wytrzymać atak powietrzny. Tej samej techniki używał do utrzymania się na lodzie. Pomysłowe.
Tymczasem Surskit zaatakował wielkim promieniem, ale w tej samej chwili Pikachu odpowiedział na to swoim atakiem elektrycznym. Oba ciosy zderzyły się ze sobą i mocowały, jednak moc Pikachu była silniejsza i po chwili jego przeciwnik leżał oszołomiony.
- Surskit jest niezdolny do walki! Wygrywa Pikachu! - oznajmiła komentatorka.
Obie z Bonnie pisnęłyśmy bardzo radośnie. Alexa i Clemont z kolei nie ukrywali swego podziwu dla techniki Asha.
- Kto by pomyślał, że Pikachu zakotwiczy się ogonem? - powiedziała na to pełnym zachwytu głosem Alexa.
Nawet Viola była pod wrażeniem tej bitwy, jej oczy bardzo wyraźnie to mówiły. Nie oznaczało to jednak, że uznała zwycięstwo chłopaka. W końcu walka jeszcze się nie skończyła.
Na pole bitwy wyszedł następnie Vivillon, ale Ash zgodnie z prawem wyzywającego odwołał Pikachu, aby ten mógł odpocząć po starciu, zaś do bitwy przystąpił Fletchling. Wszyscy byliśmy niezwykle podekscytowani i nie mogliśmy się doczekać kolejnej walki.
Pierwszy ruszył do niej Fletchling, atakując przeciwnika Stalowym Skrzydłem. Vivillon jednak odpowiedział mu na to unikiem, a następnie Psychicznym Ciosem, za pomocą którego opanował on nóżki ptasiego Pokemona i zaczął nim miotać na wszystkie strony, aż w końcu cisnął nim o lód. Wspierany jednak przez Asha Fletchling szybko się pozbierał i uderzył w motyla Stalowym Skrzydłem. Osłabił go, ale tylko na chwilę, ponieważ Vivillon zaczął atakować go podmuchem wiatru. Na całe szczęście dzielny ptaszek pamiętał wczorajsze ćwiczenia i zdołał mu się oprzeć.
- Fletchling odrobił lekcję! - zaśmiał się Clemont.
Ja i Bonnie zaś zaczęłyśmy dzielnie kibicować małemu wojownikowi, który przystąpił do ataku. Ale niestety podstępny motyl miał w zanadrzu jeszcze niejedną sztuczkę i zaatakował Fletchlinga usypiającym proszkiem. Uśpiony ptaszek opadł na ziemię, po czym został dobity przez atak zwany Słonecznym Promieniem.
- Usypiający proszek. Nie wiedziałem, że Vivillon opanował ten ruch - zawołał przerażony Clemont.
- Fletchling jest niezdolny do walki! Wygrywa Vivillon! - zawołała komentatorka.
- Biedny Fletchling przegrał - jęknęła załamana Bonnie.
- Byłam pewna, że moja dzielna siostra tak łatwo nie odpuści Ashowi - rzekła poważnym tonem Alexa.
- To nie koniec! - zawołałam bojowo - Mocno wierzymy w Asha!
Naszemu przyjacielowi został już tylko jeden ruch. Musiał on odwołać Fletchlinga i ponownie rzucić do bitwy Pikachu, na którego niekorzyść niestety przemawiał fakt, że wciąż był osłabiony po ostatniej walce, co dało się poznać już po pierwszym ataku Vivillona, gdy ten stworzył ogromnie silny wiatr próbując nim powalić swojego przeciwnika na łopatki. Dzielny elektryczny gryzoń z trudem zdołał to wytrzymać.
- W tym stanie Pikachu nie pokona Vivillona. Obawiam się więc, że poczekasz jeszcze na swoją pierwszą odznakę - powiedziała pewnym siebie głosem Viola.
Ash zacisnął zęby ze złości i odpowiedział:
- Mów co chcesz. My się nie poddamy! To nie w naszym stylu! Zawsze walczymy do upadłego, zapamiętaj sobie!
Ledwie usłyszałam jego słowa, a natychmiast przypomniałam sobie, jak kiedyś przed laty wyciągnął do mnie rękę i powiedział radosnym, choć bojowym tonem „Nie poddaj się, tylko walcz!”. Mówiąc to miał w sobie tyle samo odwagi oraz pewności siebie, co teraz. Musiał wygrać, bo nie tylko w to wierzył, ale i skutecznie do tego dążył.
- Podziwiam twój upór, kolego, ale to już koniec - prychnęła Viola i przystąpiła do walki.
Tak, to koniec, ale z tobą, ty zadufana w sobie pannico, pomyślałam w duchu. Ash ma więcej umiejętności niż myślisz, a razem z Pikachu tworzą duet nie do pokonania.
Vivillon ponownie zaatakował podmuchem wiatru, ale Pikachu użył strategii znanej jako Stalowy Ogon. Wbił on swój ogonek w lód i usiadł na nim, dzięki czemu uniknął mocy wiatru. Motyl zaatakował Słonecznym Promieniem, na co jednak Pikachu odpowiedział elektrycznym atakiem. Oba ciosy zderzyły się ze sobą i narobiły sporo hałasu oraz dymu, lecz nic poza tym.
- Vivillon! Usypiający Proszek! - ryknęła Viola widząc, że w każdej chwili zwycięstwo może jej się wymknąć z rąk.
Pikachu otrzymał cios, któremu nikt nie jest w stanie się oprzeć, jednak dzielny stworek próbował jeszcze za wszelką cenę powstrzymać atakujący go sen.
- Pikachu! Ash! Musicie to jakoś wytrzymać! - krzyknęłam głośno nie mogąc spokojnie patrzeć na tę przerażającą sytuację, po czym dodałam: - Ash! Przypomnij sobie wczorajszy trening!
- Usypiający proszek. Nie wiedziałem, że Vivillon opanował ten ruch - zawołał przerażony Clemont.
- Fletchling jest niezdolny do walki! Wygrywa Vivillon! - zawołała komentatorka.
- Biedny Fletchling przegrał - jęknęła załamana Bonnie.
- Byłam pewna, że moja dzielna siostra tak łatwo nie odpuści Ashowi - rzekła poważnym tonem Alexa.
- To nie koniec! - zawołałam bojowo - Mocno wierzymy w Asha!
Naszemu przyjacielowi został już tylko jeden ruch. Musiał on odwołać Fletchlinga i ponownie rzucić do bitwy Pikachu, na którego niekorzyść niestety przemawiał fakt, że wciąż był osłabiony po ostatniej walce, co dało się poznać już po pierwszym ataku Vivillona, gdy ten stworzył ogromnie silny wiatr próbując nim powalić swojego przeciwnika na łopatki. Dzielny elektryczny gryzoń z trudem zdołał to wytrzymać.
- W tym stanie Pikachu nie pokona Vivillona. Obawiam się więc, że poczekasz jeszcze na swoją pierwszą odznakę - powiedziała pewnym siebie głosem Viola.
Ash zacisnął zęby ze złości i odpowiedział:
- Mów co chcesz. My się nie poddamy! To nie w naszym stylu! Zawsze walczymy do upadłego, zapamiętaj sobie!
Ledwie usłyszałam jego słowa, a natychmiast przypomniałam sobie, jak kiedyś przed laty wyciągnął do mnie rękę i powiedział radosnym, choć bojowym tonem „Nie poddaj się, tylko walcz!”. Mówiąc to miał w sobie tyle samo odwagi oraz pewności siebie, co teraz. Musiał wygrać, bo nie tylko w to wierzył, ale i skutecznie do tego dążył.
- Podziwiam twój upór, kolego, ale to już koniec - prychnęła Viola i przystąpiła do walki.
Tak, to koniec, ale z tobą, ty zadufana w sobie pannico, pomyślałam w duchu. Ash ma więcej umiejętności niż myślisz, a razem z Pikachu tworzą duet nie do pokonania.
Vivillon ponownie zaatakował podmuchem wiatru, ale Pikachu użył strategii znanej jako Stalowy Ogon. Wbił on swój ogonek w lód i usiadł na nim, dzięki czemu uniknął mocy wiatru. Motyl zaatakował Słonecznym Promieniem, na co jednak Pikachu odpowiedział elektrycznym atakiem. Oba ciosy zderzyły się ze sobą i narobiły sporo hałasu oraz dymu, lecz nic poza tym.
- Vivillon! Usypiający Proszek! - ryknęła Viola widząc, że w każdej chwili zwycięstwo może jej się wymknąć z rąk.
Pikachu otrzymał cios, któremu nikt nie jest w stanie się oprzeć, jednak dzielny stworek próbował jeszcze za wszelką cenę powstrzymać atakujący go sen.
- Pikachu! Ash! Musicie to jakoś wytrzymać! - krzyknęłam głośno nie mogąc spokojnie patrzeć na tę przerażającą sytuację, po czym dodałam: - Ash! Przypomnij sobie wczorajszy trening!
Chłopaka nagle jakby oświeciło. Uśmiechnął się i zawołał:
- Pikachu! Wyceluj Elektrokulą w siebie!
Dzielny stworek posłuchał polecenia i już po krótkiej, chociaż może bolesnej chwili, ocucony oraz z odzyskanymi siłami przystąpił do dalszej walki.
- Atakując samego siebie osłabił działanie Usypiającego Proszku! - zawołał radośnie Clemont.
- Ash potrafi zaskakiwać - dodała Alexa z dumą w głosie.
Ja i Bonnie zaś piszczałyśmy z radości widząc to wszystko.
Vivillon przystąpił do ostatecznego natarcia i zaatakował słonecznym promieniem. Jednak Pikachu był o wiele sprytniejszy, dlatego też rzucił ogonem Elektrokulę, która zderzyła się z ciosem motyla, po czym przedarła się przez niego i uderzyła w Pokemona Violi z całą siłą. Vivillon poleciał do tyłu, po drodze wpadając na lampy oblodzone podczas walki przez swojego poprzednika. Wywarło to nieprzychylne dla niego skutki, gdyż do skrzydeł poke-motyla przykleiły się kawałki lodu, co znacznie osłabiło jego ruchy.Teraz już tylko wystarczyło dobić Vivillona atakiem pioruna, co Pikachu oczywiście natychmiast zrobił.
- Vivillon jest niezdolny do walki! Wygrywa Pikachu! Zwycięzcą tego pojedynku zostaje Ash! - zawołała wesołym głosem komentatorka.
- Pikachu! Wyceluj Elektrokulą w siebie!
Dzielny stworek posłuchał polecenia i już po krótkiej, chociaż może bolesnej chwili, ocucony oraz z odzyskanymi siłami przystąpił do dalszej walki.
- Atakując samego siebie osłabił działanie Usypiającego Proszku! - zawołał radośnie Clemont.
- Ash potrafi zaskakiwać - dodała Alexa z dumą w głosie.
Ja i Bonnie zaś piszczałyśmy z radości widząc to wszystko.
Vivillon przystąpił do ostatecznego natarcia i zaatakował słonecznym promieniem. Jednak Pikachu był o wiele sprytniejszy, dlatego też rzucił ogonem Elektrokulę, która zderzyła się z ciosem motyla, po czym przedarła się przez niego i uderzyła w Pokemona Violi z całą siłą. Vivillon poleciał do tyłu, po drodze wpadając na lampy oblodzone podczas walki przez swojego poprzednika. Wywarło to nieprzychylne dla niego skutki, gdyż do skrzydeł poke-motyla przykleiły się kawałki lodu, co znacznie osłabiło jego ruchy.Teraz już tylko wystarczyło dobić Vivillona atakiem pioruna, co Pikachu oczywiście natychmiast zrobił.
- Vivillon jest niezdolny do walki! Wygrywa Pikachu! Zwycięzcą tego pojedynku zostaje Ash! - zawołała wesołym głosem komentatorka.
Chłopak zadowolony objął swego Pokemona, który radośnie wskoczył mu w ramiona.
- Wygraliśmy, Pikachu!
Nie tylko on się cieszył. Ja, Clemont i Bonnie radowaliśmy się równie mocno, co on. Podbiegliśmy do niego z gratulacjami, zaś w moim sercu rozkwitła łąka radości. Ash na moich oczach odniósł miażdżące zwycięstwo nad swoim przeciwnikiem. Był po prostu wspaniały!
- To było niesamowite! - krzyknęłam radośnie.
- Jestem taka szczęśliwa! Brawo, Ash! Pokazałeś klasę! - dodała mała Bonnie, skacząc z radości.
- Dzięki, kochani, ale bez waszej pomocy bym sobie nie poradził - odpowiedział skromnie chłopak.
- Ash, przecież my nie mamy nic wspólnego z twoją wygraną - odparł nieco zażenowanymi słowami pochwały Clemont.
Jego przyjaciel jednak nie zgodził się z nim.
- Nie! Clemont, twój wynalazek mnie zainspirował, zwłaszcza wtedy, gdy wystrzelił w powietrze kleistą sieć, przez co potem wybuchł.
- Mówisz, że awaria mojego sprzętu zrodziła pomysł, aby Pikachu użył Elektrokuli na sobie?
- Tak! I dlatego nasze zwycięstwo nie jest tylko moją zasługą. Wszyscy macie w tym udział.
Mówiąc to patrzył szczególnie w moją stronę. A może tak mi się tylko wydawało? Nieważne. Jedno było pewne. Ten dzień należał do niego, ale również i dla nas, a już zwłaszcza dla mnie, gdyż patrzenie na sukces Asha było prawdziwą przyjemnością.
Chwilę później podeszła do nas Viola w towarzystwie Alexy.
- Moje gratulacje, Ash - powiedziała Liderka Sali w Santalune - Oto zasłużona nagroda za twoje zwycięstwo. Odznaka Robaka.
Na jej polecenie komentatorka przyniosła jakąś małą skrzynkę, a w niej wyżej wymienioną odznakę. Z dumą patrzyłam na mojego przyjaciela, jak prezentuje wszystkim zdobytą nagrodę, po czym wkłada ją do pudełka na odznaki. Czułam, że w jakimś stopniu przyczyniłam się do jego zwycięstwa i Ash z całą pewnością podzielał mój osąd w tej sprawie.
- Wygraliśmy, Pikachu!
Nie tylko on się cieszył. Ja, Clemont i Bonnie radowaliśmy się równie mocno, co on. Podbiegliśmy do niego z gratulacjami, zaś w moim sercu rozkwitła łąka radości. Ash na moich oczach odniósł miażdżące zwycięstwo nad swoim przeciwnikiem. Był po prostu wspaniały!
- To było niesamowite! - krzyknęłam radośnie.
- Jestem taka szczęśliwa! Brawo, Ash! Pokazałeś klasę! - dodała mała Bonnie, skacząc z radości.
- Dzięki, kochani, ale bez waszej pomocy bym sobie nie poradził - odpowiedział skromnie chłopak.
- Ash, przecież my nie mamy nic wspólnego z twoją wygraną - odparł nieco zażenowanymi słowami pochwały Clemont.
Jego przyjaciel jednak nie zgodził się z nim.
- Nie! Clemont, twój wynalazek mnie zainspirował, zwłaszcza wtedy, gdy wystrzelił w powietrze kleistą sieć, przez co potem wybuchł.
- Mówisz, że awaria mojego sprzętu zrodziła pomysł, aby Pikachu użył Elektrokuli na sobie?
- Tak! I dlatego nasze zwycięstwo nie jest tylko moją zasługą. Wszyscy macie w tym udział.
Mówiąc to patrzył szczególnie w moją stronę. A może tak mi się tylko wydawało? Nieważne. Jedno było pewne. Ten dzień należał do niego, ale również i dla nas, a już zwłaszcza dla mnie, gdyż patrzenie na sukces Asha było prawdziwą przyjemnością.
Chwilę później podeszła do nas Viola w towarzystwie Alexy.
- Moje gratulacje, Ash - powiedziała Liderka Sali w Santalune - Oto zasłużona nagroda za twoje zwycięstwo. Odznaka Robaka.
Na jej polecenie komentatorka przyniosła jakąś małą skrzynkę, a w niej wyżej wymienioną odznakę. Z dumą patrzyłam na mojego przyjaciela, jak prezentuje wszystkim zdobytą nagrodę, po czym wkłada ją do pudełka na odznaki. Czułam, że w jakimś stopniu przyczyniłam się do jego zwycięstwa i Ash z całą pewnością podzielał mój osąd w tej sprawie.
- Są rzeczy, które można dostrzec wyłącznie przez obiektyw aparatu. Są też takie, o których dowiadujemy się opiekując się Pokemonami. Ash... Umacniaj więzi, jakie cię łączą z twoimi przyjaciółmi. Powodzenia!
Taką oto właśnie przemową Viola, w towarzystwie swej siostry Alexy, pożegnała nas, gdy pół godziny później opuszczaliśmy jej siedzibę.
- Ash, domyślam się, że teraz zmierzasz do kolejnej Sali - odezwała się Alexa - Proponuję ci, abyś wybrał Salę w mieście Cyllage.
- Mówisz Sala Cyllage? Brzmi ciekawie - powiedział wesoło Ash.
Z ramienia jego przyjaciółki zeskoczył mały, żółto-czarny Pokemon, wyglądem przypominający jaszczurkę. Następnie wskoczył na ręce mojego idola, który bardzo był tym zachwycony.
- Trzymaj się ciepło, Helioptile! - zawołał radośnie chłopak.
Stworek zapiszczał wesoło i otarł się pyszczkiem o jego policzek, po czym wrócił do swojej trenerki.
- Dobra, chyba będziemy spadać - wmieszał się do rozmowy Clemont.
- Jeszcze raz dzięki - dodał Ash.
- Papa! - zawołałam.
- Viola! Alexa! Helioptile! Papa! - zawołała wesoło Bonnie.
- Ne-ne-ne! - pisnął Dedenne.
Już po chwili cała nasza dzielna czwórka ruszyła w kierunku nowej przygody. Wciąż jednak po mojej głowie krążył natrętnie jeden, dość spory problem. Ostatecznie Ash z Clemontem i Bonny ruszali w swoją stronę i nie wiedziałam, czy chcieliby, abym im towarzyszyła. A co, jeśli moja obecność byłaby dla nich niepożądana? Nie wiedziałam, jak oni podejdą do tej sprawy, zaś odwagi, żeby zapytać ich o pozwolenie podróżowania z nimi jakoś w sobie nie znalazłam. Los jednak, jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, rozwiązał za mnie ten problem.
- Serena, a ty dokąd się teraz wybierasz? – zapytał nagle Ash.
Zdumiona jego pytaniem aż się zatrzymałam nie wiedząc, co mam mu odpowiedzieć.
- Ja? Eee... Właściwie to… Eee... Ja...
- Może dołączysz do nas? - spytał Ash, nie czekając na odpowiedź na swoje pierwsze pytanie.
Nie wierzyłam w to, co właśnie usłyszałam. A więc Ash chce, abym z nimi podróżowała? Więcej, sam mi to nawet zaproponował! Myślałam, że się popłaczę z radości, na szczęście powstrzymałam się od tego. Poza tym wolałam wiedzieć na pewno, czy on tego chce, dlatego też postanowiłam poczekać chwilę z odpowiedzią. Zresztą moja mama mi zwykle mówiła, że mężczyzn należy chwilę potrzymać w niepewności. Ponoć bardzo dobrze im to robi.
- Właśnie, to świetny pomysł! Będziemy się świetnie bawić! - zawołała Bonnie, łapiąc mnie za rękę.
- Jestem za! Powinnaś się zgodzić, Serena - dodał Clemont.
Ash spojrzał mi w oczy i powiedział:
- Dzięki tobie wymyśliłem strategię na tę Salę.
- Dzięki mnie? - zdziwiłam się - Mówiłeś, że to dzięki Clemontowi.
- To też. Ale widzisz... To ty krzyknęłaś do mnie podczas walki, żebym przypomniał sobie wczorajszy trening. I ja sobie go przypomniałem, a szczególnie ten wybuch wynalazku Clemonta, który natychmiast podsunął mi pomysł, co mam zrobić. Ale bez twojej interwencji nie zdołałbym tego dokonać.
- No, w sumie to...
- Mówię poważnie, Sereno. To dzięki tobie wymyśliłem strategię na Salę w Santalune. Mogłabyś dalej mnie w ten sposób inspirować… Jeśli oczywiście chcesz.
Mówiąc to lekko się zarumienił, podrapał palcem po policzku i spuścił zawstydzony wzrok. Widząc jego reakcję poczułam jakieś cudowne ciepło w sercu. A więc ja go inspirowałam? Byłam dla niego muzą, natchnieniem, dawałam mu chęć do działania? I miałabym odmówić podróżowania z nim? Jeszcze czego! Chyba bym kompletnie zwariowała odrzucając tak wspaniałą propozycję. Dlatego też jej nie odrzuciłam.
- Pewnie! Nie potrafiłabym wam odmówić! - powiedziałam radośnie.
Mówiąc „wam” miałam na myśli konkretnie Asha, ale oczywiście nie powiedziałam tego na głos. Chłopak nie musiał o tym wiedzieć. Ani on, ani nikt inny. Przynajmniej na razie.
Taką oto właśnie przemową Viola, w towarzystwie swej siostry Alexy, pożegnała nas, gdy pół godziny później opuszczaliśmy jej siedzibę.
- Ash, domyślam się, że teraz zmierzasz do kolejnej Sali - odezwała się Alexa - Proponuję ci, abyś wybrał Salę w mieście Cyllage.
- Mówisz Sala Cyllage? Brzmi ciekawie - powiedział wesoło Ash.
Z ramienia jego przyjaciółki zeskoczył mały, żółto-czarny Pokemon, wyglądem przypominający jaszczurkę. Następnie wskoczył na ręce mojego idola, który bardzo był tym zachwycony.
- Trzymaj się ciepło, Helioptile! - zawołał radośnie chłopak.
Stworek zapiszczał wesoło i otarł się pyszczkiem o jego policzek, po czym wrócił do swojej trenerki.
- Dobra, chyba będziemy spadać - wmieszał się do rozmowy Clemont.
- Jeszcze raz dzięki - dodał Ash.
- Papa! - zawołałam.
- Viola! Alexa! Helioptile! Papa! - zawołała wesoło Bonnie.
- Ne-ne-ne! - pisnął Dedenne.
Już po chwili cała nasza dzielna czwórka ruszyła w kierunku nowej przygody. Wciąż jednak po mojej głowie krążył natrętnie jeden, dość spory problem. Ostatecznie Ash z Clemontem i Bonny ruszali w swoją stronę i nie wiedziałam, czy chcieliby, abym im towarzyszyła. A co, jeśli moja obecność byłaby dla nich niepożądana? Nie wiedziałam, jak oni podejdą do tej sprawy, zaś odwagi, żeby zapytać ich o pozwolenie podróżowania z nimi jakoś w sobie nie znalazłam. Los jednak, jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, rozwiązał za mnie ten problem.
- Serena, a ty dokąd się teraz wybierasz? – zapytał nagle Ash.
Zdumiona jego pytaniem aż się zatrzymałam nie wiedząc, co mam mu odpowiedzieć.
- Ja? Eee... Właściwie to… Eee... Ja...
- Może dołączysz do nas? - spytał Ash, nie czekając na odpowiedź na swoje pierwsze pytanie.
Nie wierzyłam w to, co właśnie usłyszałam. A więc Ash chce, abym z nimi podróżowała? Więcej, sam mi to nawet zaproponował! Myślałam, że się popłaczę z radości, na szczęście powstrzymałam się od tego. Poza tym wolałam wiedzieć na pewno, czy on tego chce, dlatego też postanowiłam poczekać chwilę z odpowiedzią. Zresztą moja mama mi zwykle mówiła, że mężczyzn należy chwilę potrzymać w niepewności. Ponoć bardzo dobrze im to robi.
- Właśnie, to świetny pomysł! Będziemy się świetnie bawić! - zawołała Bonnie, łapiąc mnie za rękę.
- Jestem za! Powinnaś się zgodzić, Serena - dodał Clemont.
Ash spojrzał mi w oczy i powiedział:
- Dzięki tobie wymyśliłem strategię na tę Salę.
- Dzięki mnie? - zdziwiłam się - Mówiłeś, że to dzięki Clemontowi.
- To też. Ale widzisz... To ty krzyknęłaś do mnie podczas walki, żebym przypomniał sobie wczorajszy trening. I ja sobie go przypomniałem, a szczególnie ten wybuch wynalazku Clemonta, który natychmiast podsunął mi pomysł, co mam zrobić. Ale bez twojej interwencji nie zdołałbym tego dokonać.
- No, w sumie to...
- Mówię poważnie, Sereno. To dzięki tobie wymyśliłem strategię na Salę w Santalune. Mogłabyś dalej mnie w ten sposób inspirować… Jeśli oczywiście chcesz.
Mówiąc to lekko się zarumienił, podrapał palcem po policzku i spuścił zawstydzony wzrok. Widząc jego reakcję poczułam jakieś cudowne ciepło w sercu. A więc ja go inspirowałam? Byłam dla niego muzą, natchnieniem, dawałam mu chęć do działania? I miałabym odmówić podróżowania z nim? Jeszcze czego! Chyba bym kompletnie zwariowała odrzucając tak wspaniałą propozycję. Dlatego też jej nie odrzuciłam.
- Pewnie! Nie potrafiłabym wam odmówić! - powiedziałam radośnie.
Mówiąc „wam” miałam na myśli konkretnie Asha, ale oczywiście nie powiedziałam tego na głos. Chłopak nie musiał o tym wiedzieć. Ani on, ani nikt inny. Przynajmniej na razie.
- Super! - zawołał radośnie Ash.
- I to jest odwaga! - dodał wesoło Clemont.
- Chodźmy! - pisnęła Bonnie ciągnąc mnie za rękę.
Ja jednak musiałam jeszcze coś im powiedzieć.
- Ash, teraz planujesz dotrzeć do Sali Cyllage, zgadza się? - zapytałam.
- Tak.
- Mogę ci pokazać, jak się tam dostać. Ta dam!
To mówiąc wyjęłam z kieszeni mały, przenośny komputer, na którego ekranie ukazała się mapa.
- Teraz jesteśmy tu, w Santalune! - wskazałam palcem miejsce naszego pobytu - Spójrzcie! Miasto Lumiose leży pomiędzy Santalune, a Cyllage. Więc według mapy musimy najpierw dotrzeć do miasta Lumiose. To jest najkrótsza droga do naszego celu.
Po wskazaniu trasy zamknęłam swój komputerek i schowałam go do kieszonki.
- I wszystko wiemy - stwierdził wesoło Ash.
Zachichotałam lekko i dodałam:
- Super! Wiecie... W Lumiose jest fajny butik z genialnymi ciuchami i niesamowita piekarnia, gdzie mają najpyszniejsze ciastka pod słońcem!
Widząc minę małej Bonnie domyśliłam się, że perspektywa pysznych ciastek bardzo do niej przemawiała.
- Na co jeszcze czekamy?! Pospieszmy się! - zawołałam.
Następnie zadowolona ruszyłam biegiem przed siebie.
- Hurra! - pisnęła Bonnie doganiając mnie.
- Clemont, dajesz! - krzyknął Ash, ruszając biegiem w moją stronę.
- Staram się jak mogę! - jęknął chłopak, z trudem próbując go dogonić.
- I to jest odwaga! - dodał wesoło Clemont.
- Chodźmy! - pisnęła Bonnie ciągnąc mnie za rękę.
Ja jednak musiałam jeszcze coś im powiedzieć.
- Ash, teraz planujesz dotrzeć do Sali Cyllage, zgadza się? - zapytałam.
- Tak.
- Mogę ci pokazać, jak się tam dostać. Ta dam!
To mówiąc wyjęłam z kieszeni mały, przenośny komputer, na którego ekranie ukazała się mapa.
- Teraz jesteśmy tu, w Santalune! - wskazałam palcem miejsce naszego pobytu - Spójrzcie! Miasto Lumiose leży pomiędzy Santalune, a Cyllage. Więc według mapy musimy najpierw dotrzeć do miasta Lumiose. To jest najkrótsza droga do naszego celu.
Po wskazaniu trasy zamknęłam swój komputerek i schowałam go do kieszonki.
- I wszystko wiemy - stwierdził wesoło Ash.
Zachichotałam lekko i dodałam:
- Super! Wiecie... W Lumiose jest fajny butik z genialnymi ciuchami i niesamowita piekarnia, gdzie mają najpyszniejsze ciastka pod słońcem!
Widząc minę małej Bonnie domyśliłam się, że perspektywa pysznych ciastek bardzo do niej przemawiała.
- Na co jeszcze czekamy?! Pospieszmy się! - zawołałam.
Następnie zadowolona ruszyłam biegiem przed siebie.
- Hurra! - pisnęła Bonnie doganiając mnie.
- Clemont, dajesz! - krzyknął Ash, ruszając biegiem w moją stronę.
- Staram się jak mogę! - jęknął chłopak, z trudem próbując go dogonić.































Cześć :)
OdpowiedzUsuńKolejny rozdział i kolejny kawałek świetnej roboty :) Naprawdę bardzo ciekawie się czyta i jest wciągające jak nie wiem co :)
Z chęcią będę czytała dalsze części :)
Pozdrawiam serdecznie :)
Cześć :)
UsuńCieszę się, że opowiadanie Ci się podoba i będzie mi przyjemnie, jeśli zostaniesz moją wierną czytelniczką. A przy okazji ciekawi mnie, co powiesz o historii, jak Ash i Serena się poznali. Bo w kolejnej części będzie to ukazane jako retrospekcja :) Przy okazji ta scena sprawiła, że pokochałem znowu Pokemony i zacząłem pisać swoje dzieła, dlatego też zwróć na nią szczególną uwagę :)